Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odwiedził ostatniej niedzieli Londyn, gdzie spotkał się z premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Mimo swojego ogromnego zaangażowania w wydarzenia na Ukrainie od początku pełnoskalowej inwazji Rosji i kluczowej roli naszego państwa w regionie, na spotkanie nie zaproszono premiera Donalda Tuska. O powody takiego stanu rzeczy szefa rządu pytała w czasie dzisiejszej konferencji prasowej reporterka Telewizji wPolsce24.
- „Dzisiaj rano długo rozmawiałem z kanclerzem (Niemiec, Friedrichem) Merzem, który wyjaśniał mi motywacje i przedstawił w szczegółach (…) przebieg rozmów w Londynie. Powiedziałem, że z punktu widzenia Polski żadne ustalenia, w których Polska nie uczestniczy, nie będą przez nas respektowane, znaczy nie będą nas zobowiązywały, a Polska jest absolutnie niezbędnym ogniwem, żeby o przyszłości Ukrainy i regionu na serio rozmawiać”
- przekonywał przewodniczący Koalicji Obywatelskiej.
Opowiedział też o rozmowie z premier Włoch, która wedle jego relacji „nie jest zachwycona faktem, że istnieje taki format jak E3” i zapowiedział organizację spotkania z udziałem Polski oraz Włoch w najbliższym czasie.
- „Kłopot polega na tym, że jak jest trójka, to my jesteśmy źli i Włosi są źli. Jak jest piątka, to Hiszpanie mówią „zaraz, my też jesteśmy dużym europejskim krajem”. Jak się spotykamy jako 27, a więc w tym regularnym formacie Unii Europejskiej, to oczywiście bardzo trudno uzyskać jakąś szybką decyzję, bo tam jest (potrzebna) jednomyślność”
- wyjaśniał.
Mimo tych twardych deklaracji, dla Donalda Tuska, którego nikt miał w Europie nie ograć, kolejny raz zabrakło miejsca przy kluczowym stole.
