Informację o zastosowaniu wobec Kraskowskiego trzymiesięcznego aresztu podało wcześniej Radio Wnet. Sam dziennikarz usłyszał zarzuty związane m.in. z kierowaniem gróźb karalnych oraz kwestiami dotyczącymi posiadania broni. Na obecnym etapie postępowania nie zapadł żaden wyrok, a podejrzanemu przysługuje domniemanie niewinności.

Do sprawy odniósł się Cezary Gmyz. „Mamy do czynienia ze skandalem. Postanowienie zapadło na posiedzeniu bez udziału ustanowionego przez Leszka Kraskowskiego obrońcy” – napisał na X.

Dziennikarz zwrócił uwagę, że obrońca miał przebywać poza Warszawą, a po otrzymaniu informacji o terminie posiedzenia ustanowił zastępstwo procesowe dla innego adwokata. Według relacji Gmyza pełnomocnik ten nie zdążył jednak dotrzeć na czas do sądu. „Substytucja została ustanowiona parę minut po rozpoczęciu posiedzenia” – podkreślił.

Publicysta wskazał również na inną okoliczność, która – jego zdaniem – może rodzić pytania o bezstronność postępowania. „Kraskowski pozwał jednego z sędziów tego sądu, co oznacza, że można mieć poważne wątpliwości co do bezstronności tego sądu” – napisał.

Jednocześnie Gmyz zaznaczył, że nie przesądza o winie lub niewinności zatrzymanego dziennikarza. „Nie przesądzam o winie lub niewinności podejrzanego, ale w tej sprawie całe środowisko dziennikarskie powinno patrzeć na ręce wymiarowi sprawiedliwości” – stwierdził.

W swoim wpisie nawiązał także do działalności publicystycznej Kraskowskiego związanej ze sprawą Polnordu i krytyką mecenasa Romana Giertycha. „Bo facet mocno nadepnął na odcisk mecenasowi Romanowi Giertychowi” – napisał Gmyz. Dodał również, powołując się na twierdzenia samego Kraskowskiego, że dziennikarz miał wcześniej informować o kierowanych wobec niego groźbach.

Na obecnym etapie nie są znane szczegółowe motywy decyzji sądu o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Nie wiadomo również, czy obrona złoży zażalenie na to postanowienie. Sprawa pozostaje w toku.