Jak podkreśla, trwałość sojuszu obronnego zależy od wspólnego stanowiska jego członków w tej kwestii.

- „Tymczasem działające globalnie Stany Zjednoczone mają skłonność traktowania kwestii bezpieczeństwa rozszerzająco, podczas gdy kraje europejskie wręcz przeciwnie – zawężająco”

- wskazuje.

Autor przywołuje przykład zagrożenia ze strony Rosji, które kraje Europy Zachodniej ignorowały, określając przestrzegających przed nim partnerów z naszego regionu „rusofobami”.

- „Stanowisko państw Europy Zachodniej zaczęło się zmieniać dopiero po wybuchu wojny na Ukrainie i to nie od razu, ale dopiero wówczas, kiedy okazało się, że ta wojna nie da się potraktować jako chwilowy lokalny konflikt. Ostatecznie - przywódcy głównych państw zachodniej części kontynentu musieli przyznać, że pomylili się w ocenie i ociężale zaczęto podejmować działania na rzecz wzmocnienia zdolności obronnych - w dużej mierze także pod wpływem hiperasertywnej polityki Trumpa”

- przypomina.

Szczęsny zwraca uwagę, że „Europa i Stany Zjednoczone są bardzo dalekie od zgody zarówno na poziomie ogólnej wizji bezpieczeństwa, jak i w szczegółach”. Widzimy to w Iranie.

- „Działania administracji Trumpa mają na celu m.in. powstrzymanie Iranu przed osiągnięciem punktu, w którym USA nie byłyby już w stanie zapobiec zdobyciu przez Iran broni jądrowej. Europa natomiast nie widzi powodu do zaniepokojenia, dopóki nie zostanie fizycznie zaatakowana”

- wyjaśnia.

Kiedy Europę niepokoją bliskie zagrożenia, Stany Zjednoczone przybierają optykę globalną.

- „Dziś widać wyraźnie, że USA i Europa już nawet nie tyle, że nie podzielają wspólnej wizji bezpieczeństwa w kwestii Iranu, co po prostu różnią w sprawie oceny tej kwestii fundamentalnie, w wyniku czego państwa UE podjęły szereg działań utrudniających Amerykanom realizację ich celu: wykluczono współpracę wojskową, uniemożliwiono wojskom USA dostęp do baz lotniczych w Europie a zasiadająca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Francja przyłączyła się do Rosji i Chin blokując rezolucję w sprawie udrożnienia Cieśniny Ormuz, która była inicjatywą kilku arabskich państw Zatoki Perskiej”

- pisze Szczęsny.

- „Uważam zatem, że los Sojuszu jest przesądzony, co - na co zwracam uwagę - budzi niemały entuzjazm wśród wielu komentatorów bardzo zadowolonych, że od teraz Europa wreszcie zacznie działać samodzielnie, w oderwaniu od tych okropnych Amerykanów”

- dodaje.