Profesor Roszkowski uznał, że jego dobra osobiste zostały naruszone, gdy minister stwierdziła, że „na każdej stronie” podręcznika znajdują się kłamstwa. Autor publikacji domagał się publicznych przeprosin oraz odszkodowania – w wysokości tysiąca złotych za każdą z 512 stron książki.
W trakcie procesu minister Nowacka przekonywała, że jej wypowiedź nie powinna być interpretowana dosłownie. Jak argumentowała, sformułowanie o „każdej stronie” było jedynie figurą retoryczną – tzw. licentia poetica, czyli dopuszczalną swobodą językową.
Sąd częściowo przyznał rację autorowi podręcznika. Zgodnie z wyrokiem minister edukacji będzie musiała opublikować przeprosiny na kanale serwisu YouTube należącym do Platformy Obywatelskiej. Przeprosiny mają zostać zamieszczone w ciągu siedmiu dni od momentu uprawomocnienia się wyroku.
Jednocześnie sąd zdecydował o rozliczeniu kosztów procesu w sposób, który wywołał duże zdziwienie obserwatorów sprawy. Barbara Nowacka została zobowiązana do zapłaty 1,3 tysiąca złotych na rzecz profesora Roszkowskiego tytułem kosztów postępowania.
Z drugiej strony autor podręcznika ma zapłacić minister edukacji aż 10,8 tysiąca złotych kosztów procesu.
Dla wielu komentatorów taki rezultat wydaje się co najmniej paradoksalny. Choć sąd uznał, że wypowiedź minister naruszyła dobra osobiste autora i nakazał przeprosiny, to jednocześnie osoba, która wygrała kluczową część sporu, została obciążona wielokrotnie wyższymi kosztami postępowania.
Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie nie jest jeszcze prawomocny.
