Poseł Roman Giertych słynie z atakowania Krzysztofa Stanowskiego na portalu X. Tym razem polityk KO chciał powiązać dziennikarza z aferą na rynku kryptowalut.

- „Panie Stanowski czas na prawdę. Mi Pan zarzucał związki rosyjskie na podstawie tego, że jakaś Francuska która miała rosyjskie pochodzenie pracowała w firmie, która zarządzała kilkanaście miesięcy 15 lat temu spółką mojej żony. Tymczasem Pan rok temu był prezesem spółki Weszło, w której był i jest Pan udziałowcem, a która podpisała umowę z panem Przemysławem Kralem właścicielem Zondacrypto - giełdy założonej przez rosyjską mafię. W związku z tym pytania pojawiają się oczywiste”

- pisał parlamentarzysta.

W odpowiedzi Stanowski wyszedł z propozycją zakładu.

- „Panie Romanie. Proponuję gruby zakład. Niech stawką będzie ten przelew, co to pan go dostał od Wiktorii Olegowny Kriażewej. Możemy zaokrąglić do miliona złotych. Wybrany przez pana biegły rewident może przejrzeć moje konta i jeśli okaże się, że dostałem złotówkę od Krala/Zondy - bezpośrednio lub pośrednio, może być to nawet w postaci przelewu od WeszloCom sp. z.o.o. - to płacę milion złotych na cel charytatywny, a jak się okaże, że nie dostałem, to ten milion płaci pan”

- zaproponował.

Roman Giertych jednak zakładu nie przyjął.

- „Jaki Pan sprytny. Ja pytam o to, czy Weszło dostało. Jak pan, jako prezes, dalej rozdysponował tymi pieniędzmi, to już inny temat. Pewnie klienci Zondacrypto będą chcieli to wiedzieć, ale ja nie. Chyba że zatrudniał Pan Jadczaka. To wtedy niech Pan mi o tym powie”

- odpowiedział.

- „Czyli się Pan zes..ł. Tak sądziłem”

- podsumował dyskusję Stanowski.