Z danych przywoływanych w debacie wynika, że kontyngenty importowe są znaczące. „Tegoroczne kontyngenty importu miodu do UE z Ukrainy to 35 tys. ton, a z Mercosuru na poziomie 45 tys. ton i mają być zwiększane” – podkreśla Sałek. Jednocześnie zwraca uwagę, że Polska jako kraj sąsiadujący z Ukrainą, może szczególnie odczuć skutki zwiększonego napływu surowca.
Polityk zwraca uwagę na równoległe działania krajowych instytucji. „Z jednej strony mamy ogromny import miodu z Ukrainy, (…) z drugiej strony mamy to, że miód będzie płynął z krajów Mercosuru, (…) a jednocześnie w Polsce nagle pojawia się sytuacja, że zaczyna się mówić o ograniczaniu pszczelarstwa” – wskazuje w rozmowie z portalem Tysol.pl. W jego ocenie „ta sprawa daje dużo do myślenia”.
Szczególne emocje budzą propozycje związane z ochroną przyrody, w tym ograniczaniem działalności pasiek w niektórych obszarach. Jak zauważa Sałek, argument o ochronie dzikich zapylaczy nie powinien prowadzić do marginalizacji pszczelarstwa. „Pszczoła miodna, która jest naturalnym elementem środowiska, (…) nie może z tego powodu być dyskryminowana” – zaznacza.
Poseł przypomina również historyczną rolę pszczół w Polsce. „Pszczoła miodna występuje u nas od wieków (…) i teraz nagle zaczyna przeszkadzać w różnorodności biologicznej?” – pyta retorycznie. W jego ocenie „ta korelacja tych zdarzeń jest co najmniej zastanawiająca”.
Kontekst sprawy jest szerszy i dotyczy polityki unijnej oraz krajowej. Trwają bowiem prace nad Krajowym Planem Odbudowy Zasobów Przyrodniczych, który ma wynikać z unijnego rozporządzenia Nature Restoration Law. Dokument zakłada m.in. działania na rzecz odbudowy ekosystemów, co w praktyce może oznaczać nowe regulacje dla różnych sektorów, w tym pszczelarstwa.
Eksperci rynku rolnego od lat wskazują, że rosnący import produktów rolnych, w tym miodu, wpływa na konkurencyjność lokalnych producentów. Jednocześnie podkreślają, że jakość i standardy produkcji mogą się różnić w zależności od kraju pochodzenia, co dodatkowo komplikuje sytuację na rynku.
