Uderzenie doprowadziło do zniszczenia dużej części infrastruktury i zapalenia wielu zbiorników z paliwem. Skali pożarów nie da się porównać z niczym, co widzieliśmy wcześniej w trakcie tej wojny. Ogromne ilości palących się produktów ropopochodnych, rozlew ropy do morza, pożary w zabudowie miejskiej obok rafinerii, gdzie paląca się ropa rozlała się wprost na ulice, czarne niebo blokujące światło dzienne – to wszystko bardziej przypomina jakiś film katastroficzny hollywoodzkiej produkcji niż realne życie. Ukraińcy co kilka dni powtarzają swoje uderzenia, co prowadzi do powtórnych pożarów i jeszcze większej katastrofy.
Rosyjskie władze generalnie w ciągu tygodnia jedynie ograniczały wyciek informacji o skali katastrofy, w żaden sposób nie próbując chronić ludności cywilnej. Dopiero po 8 dniach ogłoszono stan sytuacji nadzwyczajnej, który co prawda nie wiąże się z ewakuacją ludności. Niezadowolenie miejscowych stopniowo wzrastało aż do tego stopnia, że władze były zmuszone zareagować. Natomiast interesujące w tym kontekście jest to, jak lokalna społeczność reaguje na tę sytuację. A reaguje w tradycyjny rosyjski sposób – poprzez nagrywanie apeli do swojego lidera, Władimira Putina.
To jest ciekawe i dość pokazowe zjawisko, które osobiście obserwuję od wielu lat i które z czasem tylko się nasila. W sytuacji kryzysowej, kiedy dochodzi do jakiejś tragedii, jak reagują Ukraińcy albo Polacy, albo jakieś inne zachodnie społeczeństwo? Krytykują władze, jeżeli one dopuściły do tej sytuacji, organizują się w protesty, by wywrzeć nacisk na władze lokalne. Generalnie w większości takich sytuacji reaguje przede wszystkim lokalna społeczność jako pierwsza. Jeżeli oczywiście skala katastrofy nie przerasta jej możliwości. Ale ta społeczność zawsze jest, są władze lokalne wybrane przez tę społeczność, są jakieś zasoby tej społeczności do radzenia sobie z tego typu kryzysowymi sytuacjami i są jakieś formy samoorganizacji, by lokalne władze wesprzeć.
W scentralizowanym państwie, gdzie o wszystkim, co jest ważne, decyduje się w Moskwie... i Moskwa pilnuje, by lokalne władze nie miały realnej siły, bo traktują taką niezależność jako wręcz zagrożenie dla siebie; traktują wszystkie formy społecznej samoorganizacji jako potencjalny zalążek politycznej samodzielności. W takim systemie nie ma realnych samorządów, nie ma autonomii lokalnych społeczności. Rosyjskie społeczeństwo jest społeczeństwem w dużej mierze zatomizowanym... rozdzielonym, rozczłonkowanym. Mieszanie się w sprawy państwowe jest często odbierane jako wręcz niebezpieczne. Więc ludzie się adaptują do tej sytuacji, żeby przetrwać. Oni deklarują lojalność wobec systemu i starają się siedzieć cicho.
Kiedy dochodzi do sytuacji wojny, takiej jak teraz... Rosjanie przyjmują postawę bezpieczną. Oni deklarują poparcie dla oficjalnego kursu państwa mniej lub bardziej aktywnie. Szczególnie kiedy to ich nic nie kosztuje. Kreml wie o tym i do teraz próbuje prowadzić wojnę w ten sposób, by bezpośrednio ona większości Rosjan nie dotknęła. Kreml dba o zachowanie tej równowagi, by społeczeństwo dalej siedziało cicho i nie mieszało się. Sprawę psują jedynie ukraińskie drony i rakiety. One torpedują podstawę rosyjskiej gospodarki i zmuszają Rosjan do zauważenia, że wojna to nie daleki wschodni front, to jest też na przykład paląca się ropa za twoim oknem. I jak reagują Rosjanie? W sytuacji braku jakichkolwiek innych form wpływu na decyzje swoich władz, oni z coraz większą desperacją zwracają się do Putina. W tych wszystkich nagraniach widać jeden ten sam wątek – oni nie rozumieją, dlaczego prezydent ich nie może uchronić przed tragedią. Bilans zostaje zachwiany. Umowa społeczna, w której oni nie mieszają się do spraw państwowych, a sprawy państwowe nie mieszają się do ich osobistego życia... zostaje w ten sposób zachwiana. I to jest jeden z aspektów ukraińskich ataków... one rujnują przekonanie zwykłych Rosjan o tym, że obecny włodarz na Kremlu kontroluje sytuację. A przecież po to oddali mu sprawy państwa w całości i się odsunęli... by ją kontrolował.
Oczywiście to nie oznacza wcale, że Rosjanie jutro zaczną protestować czy buntować się. Jedną z cech tego społeczeństwa jest właśnie to, że ono nie jest zbytnio zdolne do takiej samoorganizacji. Ale to oznacza, że oni stają się coraz bardziej wobec Kremla obojętni i będą coraz mocniej sabotować wysiłek na rzecz wojny. I kiedy dojdzie do sytuacji wewnętrznej niestabilności i walki o władzę na szczytach... Rosjanie będą tak samo siedzieć cicho zamiast bronić Kremla. Dokładnie tak samo, jak zupełnie pasywnie odebrali pucz Prigożyna w r. 2023, a być może nawet jeszcze bardziej, bo wojna trwa i cena do zapłacenia za tę wojnę dla rosyjskiego społeczeństwa tylko wzrasta z czasem.
