Jej nagranie szybko zaczęło krążyć w Internecie, wywołując dyskusję o tym, jak w praktyce wygląda pomoc oferowana przez polskie władze obywatelom znajdującym się w strefie napięć geopolitycznych po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Jak relacjonuje Raczyńska, jej rodzina przebywa w Dubaju znacznie dłużej, niż zakładano, a sytuacja z dnia na dzień staje się coraz trudniejsza.
„Cześć wszystkim. Jesteśmy na lotnisku w Dubaju. Mamy dość ciężką sytuację. Wszyscy myślą, że jest pięknie, kolorowo, wszyscy nam płacą, wszyscy nam pomagają i nasz rząd również. Mamy przecież konsula, mamy przecież inne organy” – mówi w nagraniu opublikowanym na Facebooku.
Według jej relacji pobyt w hotelu, który początkowo był opłacony, dobiegł końca, a dalsze koszty musiała pokrywać rodzina z własnej kieszeni.
„Dzisiaj jesteśmy tutaj czwartą dobę dłużej, niż powinniśmy być. Otrzymaliśmy informację, że skończyła się trzecia doba hotelowa i teraz musimy za wszystko płacić sami” – opowiada Polka.
Zdesperowani Raczyńscy zdecydowali się na zakup biletów powrotnych do Warszawy. Jak twierdzi kobieta, była to bardzo kosztowna decyzja.
„Udało nam się kupić bilety na lot do Warszawy. Bardzo tani lot – na naszą czwórkę wyszło 17 tysięcy złotych. Kupiliśmy je z desperacji, żeby w końcu wrócić do Polski” – relacjonuje.
Lot jednak ostatecznie został odwołany. Rodzina spędziła wiele godzin na lotnisku, próbując znaleźć rozwiązanie sytuacji.
„Jest godzina 22, jesteśmy tutaj od godziny 12. Próbujemy przebukować bilety, które kupiliśmy na lotnisku, i dalej czekamy” – mówi w nagraniu.
Największe oburzenie wśród internautów wzbudziła jednak relacja dotycząca kontaktu z infolinią i polską placówką dyplomatyczną. Polska przekazała, że odpowiedź, którą usłyszała, była dla niej szokująca.
„Powiedziałam: ‘Tak, mamy rodzinę’. Usłyszałam: ‘No to dzwońcie do nich, żeby wam pomogli. Niech wam przysyłają pieniądze na jedzenie i hotel, bo przecież po to jest rodzina’” – relacjonuje.
Kobieta nie kryje rozczarowania postawą państwowych instytucji.
„Pytanie moje, czy tak powinna wyglądać pomoc rządu – żeby mi mówić, do czego służy rodzina i że za hotel oni mi nie zapłacą” – dodaje.
Według jej relacji zasugerowano jej również, że ewentualne zwroty kosztów mogą być rozpatrywane dopiero po złożeniu odpowiednich wniosków administracyjnych.
„Mam sobie napisać pisma do urzędu. Może mi zwrócą te pieniądze, a może nie. Taka jest pomoc” – mówi.
Sytuacja opisana przez Polkę wywołała już falę krytyki wobec działań rządu Donalda Tuska oraz kierowanego przez Radosława Sikorskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Krytycy wskazują, że reakcja władz na sytuację Polaków znajdujących się w regionie konfliktu była spóźniona i chaotyczna, a wypowiedzi pracowników na infolinii MSZ wprost nieludzkie.
Warto podkreślić, że dopiero po kilku dniach presji medialnej oraz interwencjach części polityków opozycji rozpoczęto szerszą operację ewakuacyjną.
W praktyce jednak – jak pokazuje relacja Raczyńskiej – część obywateli nadal zmaga się z trudnościami organizacyjnymi i finansowymi, a rząd nic sobie z tego nie robi.
Na zakończenie nagrania przedsiębiorczyni zwróciła się z bezpośrednim apelem o wsparcie i nagłośnienie sprawy.
„Bardzo was proszę, jak umiecie, to pomóżcie nam, jak mamy stąd w ogóle ruszyć, bo ja już tracę nadzieję. Jak możecie, to udostępniajcie to, niech wszyscy widzą, jak wygląda pomoc rządu, który tak nas przecież ewakuuje” – powiedziała.
Relacja Polki z Dubaju pokazuje, że za oficjalnymi komunikatami o operacjach ewakuacyjnych często kryją się dramaty konkretnych ludzi, którzy w krytycznych momentach oczekują od własnego państwa realnej pomocy.
