Kontrowersje pojawiły się po serii rozmów telefonicznych, które szefowa Komisji Europejskiej przeprowadziła z przywódcami państw UE oraz krajów Zatoki Perskiej po izraelsko-amerykańskich uderzeniach na Iran. Według rozmówców portalu działania te wywołały irytację wśród części rządów państw członkowskich.

Do sprawy odniosła się m.in. francuska europosłanka Nathalie Loiseau, członkini Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego.

„Patrząc, jak Ursula von der Leyen dzwoni do przywódców państw Zatoki Perskiej, myślałam, że mam halucynacje. Nie ma własnej służby dyplomatycznej, wypowiada się bez mandatu i bez zaplecza wywiadowczego” – powiedziała Loiseau.

Według niej działania przewodniczącej Komisji Europejskiej mogą sprawiać wrażenie prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej bez wcześniejszych konsultacji z rządami państw członkowskich.

Podobne wątpliwości wyrażają także anonimowi dyplomaci cytowani przez POLITICO.

„Problem polega na tym, że przewodnicząca wychodzi z własnymi pomysłami i w pewnym sensie zobowiązuje do czegoś Unię Europejską, nie konsultując się wcześniej z państwami członkowskimi” – powiedział jeden z wysokich rangą przedstawicieli unijnej dyplomacji.

Dyskusję wywołały również wypowiedzi Ursuli von der Leyen dotyczące wsparcia dla państw regionu Zatoki Perskiej. Krytycy zwracają uwagę, że kwestie bezpieczeństwa i polityki zagranicznej pozostają przede wszystkim w kompetencjach państw członkowskich.

„Co dokładnie obiecuje, kiedy mówi: będziemy was wspierać? Kim właściwie jest to ‘my’?” – pytała Nathalie Loiseau, wskazując, że realne działania militarne w regionie prowadzą poszczególne państwa, a nie instytucje Unii Europejskiej.

Według części europejskich dyplomatów pojawia się również pytanie o spójność stanowiska Unii w tak delikatnych sprawach międzynarodowych.

„Europa ma być latarnią prawa międzynarodowego. A teraz zostaliśmy wciągnięci w narrację o zmianie reżimu. Czyje to stanowisko? Na pewno nie nasze” – powiedział jeden z dyplomatów w rozmowie z POLITICO.