Rose podkreślił, że Stany Zjednoczone „nie pozwolą nikomu szkodzić relacjom polsko-amerykańskim ani okazywać braku szacunku dla Donalda Trumpa, który – jak zaznaczył – wiele uczynił dla bezpieczeństwa Polski”. Dyplomatyczna interwencja była reakcją na wcześniejsze wypowiedzi Włodzimierza Czarzastego, który stwierdził, że nie poprze wniosku o przyznanie Donaldowi Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla, argumentując, iż amerykański przywódca „nie zasługuje” na to wyróżnienie. Marszałek krytykował też – w jego ocenie – „politykę siły” prowadzoną przez Waszyngton oraz apelował, by Unia Europejska mówiła w relacjach międzynarodowych jednym głosem.
Do sporu włączył się premier Donald Tusk, stając w obronie marszałka Sejmu i polemizując publicznie z ambasadorem. Ta reakcja spotkała się jednak z ostrą krytyką ze strony opozycji. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Przemysław Czarnek ocenił w radiowych wystąpieniach, że wypowiedzi Włodzimierza Czarzastego „narażają Polskę na skrajne niebezpieczeństwo”, dodając, iż brzmiały one – jak stwierdził – „jak rosyjska szczekaczka propagandowa”.
Podobne obawy wyraził europoseł Michał Dworczyk, który zwrócił uwagę na międzynarodowy oddźwięk całej sprawy. Jego zdaniem słowa marszałka doprowadziły do napięć w kraju, krytycznych komentarzy w mediach amerykańskich oraz – jak zaznaczył – przychylnych reakcji w rosyjskich przekazach medialnych. „Każdy odpowiedzialny polityk musi brać pod uwagę konsekwencje swoich wypowiedzi – nie tylko krajowe, lecz także dyplomatyczne” – podkreślał, dodając, że osoby pełniące najwyższe funkcje państwowe nie mówią wyłącznie we własnym imieniu.
Eksperci od dyplomacji zwracają uwagę, że sterowane przez rząd Donalda Tuska napięcia na linii Warszawa–Waszyngton pojawiają się w szczególnie wrażliwym momencie – w czasie wojny na Wschodzie i dyskusji o przyszłym zaangażowaniu USA w bezpieczeństwo Europy. W ostatnich miesiącach Polska intensyfikowała rozmowy wojskowe i energetyczne z Amerykanami, dlatego każdy publiczny spór na najwyższym szczeblu może – zdaniem analityków – być uważnie obserwowany zarówno przez sojuszników, jak i rywali Zachodu.
Na razie nie wiadomo, czy decyzja ambasadora Toma Rose’a o ograniczeniu kontaktów z marszałkiem Sejmu będzie miała długofalowe konsekwencje instytucjonalne. Sprawa pokazuje jednak, jak jedna nieprzemyślana albo wręcz narcystyczna wypowiedź może przerodzić się w poważny problem dyplomatyczny i stać się kolejną osią ostrego sporu na polskiej scenie politycznej.
