„Gazeta Wyborcza” opublikowała w ub. miesiącu artykuł, w którym opisano historię kobiety oskarżającej ks. Teodora Sawielewicza o nadużycia. Kobieta miała poznać duchownego jako młodego wikarego. Ks. Sawielewicz miał z nią korespondować, udzielając porad duchowych, a rozmowy te przybrały bardzo intymny charakter. Wedle relacji kobiety, kapłan nakłaniał ją m.in. do tego, by przykładała krzyż do miejsc intymnych. W sprawie interweniowała już kuria. Teraz do sprawy odniósł się sam ks. Sawielewicz.

- „Wyrażam skruchę, szczery żal i biorę pełną odpowiedzialność za błędne rozwiązania duszpasterskie, praktyki modlitewne i porady, które 7-8 lat temu prowadziłem wobec Pani Anny (imię zmienione, użyte w artykule). Chcę podkreślić swoje szczere intencje niesienia pomocy oraz to, że modlitwa opisana w artykule odbywała się przez telefon w styczniu 2019

roku i nie zawierała żadnych zachęt do popełnienia jakiegokolwiek grzechu”

- stwierdził.

- „Od tego czasu moja wiedza, doświadczenie oraz procedury bezpieczeństwa w kontaktach duszpasterskich uległy całkowitej zmianie”

- zapewnił.

Duchowny przeprasza „wszystkich, którzy czują się zawiedzeni moim postępowaniem sprzed lat” i podkreśla, że jest gotowy zadośćuczynić za swoje błędy.

- „Oświadczam także, że nigdy nie byłem w żadnej intymnej relacji z Panią Anną, ani w

jakimkolwiek związku z kimkolwiek jako kleryk i jako kapłan”

- dodał.