2. Tuż po zgłoszonym przez posłankę wniosku formalnym, w którym przedstawiła bardzo trudną sytuację tego szpitala i przekazała, że jego pracownicy liczą na spotkanie z premierem, podeszła do niego i próbowała mu przekazać paczkę z podpisami. Jakież było zdumienie większości posłów, gdy okazało się, że Tusk, ale także towarzyszący mu wicepremierzy Kosiniak-Kamysz i Gawkowski, a także minister Nowacka, siedzący w pierwszej ławie rządowej zachowywali się tak, jakby protestującej posłanki nie widzieli. Buta i arogancja była do tego stopnia widoczna, że posłowie opozycji, zaczęli wznosić okrzyki, „byś się wstydził”, ale mimo tego Tusk nie reagował i udawał, że sytuacja go nie dotyczy, koniec końców posłanka położyła paczkę z podpisami na pulpicie i wtedy Kosiniak-Kamysz szybko ją sprzątnął.

3. Tusk oczywiście zna sytuację szpitala w Lesku , bo w sprawie likwidacji oddziału położniczego w tym szpitalu, skłamał w programie w TVN24, gdy zapytał go o to jeden z młodych uczestników tego programu, stwierdził ,że oddział funkcjonuje, choć od kliku miesięcy był zamknięty. Okazało się także, ze w kampanii wyborczej w 2023 roku był w Lesku i właśnie tam na spotkaniu z wyborcami, przekonywał, że ochrona zdrowia, nie może być tylko dla mieszkańców dużych miast i jak ważne dla tego systemu, są szpitale powiatowe. Teraz kiedy od ponad 2,5 roku jest premierem, minister zdrowia, zresztą pochodząca z jego osobistego wyboru, dokonuje takich cięć wydatków, które najmocniej uderzają właśnie w szpitale powiatowe, z których aż 90, na ponad 200 wszystkich, na koniec poprzedniego 2025 roku, miało ujemne wyniki finansowe. Co więcej długi taki placówek gwałtownie rosną, bo NFZ zdecydował się nie płacić za tzw. nadwykonania za wykonane już usługi, a to są często należności rzędu kilku, a nawet kilkunastu milionów złotych, a palcówkom pozostaje tylko długa droga sądowa.

4. Przypomnijmy, że „wybranki” premiera Tuska, zarówno minister „różdżka” Leszczyna jak i minister Sobierańska-Grenda, realizowały od początku 2024 roku politykę cięć w wydatkach NFZ , a w konsekwencji procesy likwidacyjne w szpitalach. Kiedy resort zdrowia określił, że oddział położniczo-ginekologiczny może przetrwać w szpitalu, tylko wtedy kiedy odbywa się na nim przynajmniej 400 porodów rocznie, spowodowało to, że ograny założycielskie dla szpitali, a więc powiaty i gminy, zdecydowały o likwidacji już co najmniej 40. takich oddziałów w całym kraju. Z kolei od niedawna obowiązuje rozporządzenie już nowej ministra zdrowia, które pozwala na uzyskanie finansowych bonusów za likwidację oddziałów funkcjonujących całodobowo, albo ich zamianę na oddziały planowe, czy też oddziały procedur jednodniowych. Ten bonus to 50% dotychczasowego ryczałtu na funkcjonowanie oddziału, płacone przez NFZ, aż przez 2 lata, jednak pod warunkiem jego likwidacji, albo też wspomnianej zamiany na oddział z przyjęciami planowanymi, czy procedurami jednodniowymi, a więc znacznie „tańszymi” od tych dotychczasowych, ale nie koniecznie lepszych dla pacjentów. Pomysł aby płacić szpitalom 50% dotychczasowego ryczałtu i to przez 2 lata, za to tylko, że nie będzie się na tym oddziale przyjmować pacjentów i ich leczyć, jest wręcz „z piekła rodem”, bo wymusza na samorządach, będących organem założycielskim dla szpitali, do których jest on adresowany, tego rodzaju decyzje.

5. Z kolei od 1 lipca tego roku ruszy realizacja sztandarowego pomysłu minister zdrowia na cięcia w wydatkach na ochronę zdrowia, nazwany ładnie brzmiącą, choć brutalną w skutkach, „konsolidacją szpitali”, głównie powiatowych, prowadzonych przez jeden organ założycielski, np. związek tych samorządów. Na ten cel minister zdrowia chce przeznaczyć aż ponad 1,1 mld zł „ukradzione” z Funduszu Medycznego i mają to być bezzwrotne granty o charakterze inwestycyjnym, adresowane do tych samorządów, nawet do wysokości 70 mln złotych, choć ze względu na wielkość środków, będą to raczej zasilenia po kilkanaście milionów złotych na jeden projekt konsolidacyjny. Ma to być finansowa zachęta do podejmowania tego rodzaju decyzji przez samorządy i zapewne część z nich zdecyduje się na łącznie szpitali na terenie kilku powiatów i likwidację dublujących się oddziałów szpitalnych, głównie dlatego, że mają one gigantyczne długi, więc każde dodatkowe środki będą chętnie przyjmowane, mimo konieczności podjęcia decyzji o charakterze likwidacyjnym.

6. Tzw. konsolidacja to wręcz filar pomysłów minister zdrowia na cięcia wydatków w ochronie zdrowia, bowiem przed objęciem ministerialnego stanowiska, jak już wspomniałem, pełniła funkcję prezesa zarządu spółki Szpitale Pomorskie podległej samorządowi województwa pomorskiego w skład, której wchodziły dwa szpitale w Gdyni , szpital w Wejherowie oraz Pomorskie Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy w Gdańsku. To ponoć udany przykład konsolidacji szpitali przeprowadzony przez samorząd województwa pomorskiego i już w momencie tej nominacji było jasne, że ten sposób działania działania nowej minister, ma być strategiczną metodą działania w naszej ochronie zdrowia. Tyle tylko, że przedsięwzięcie, które prawdopodobnie sprawdziło się w sytuacji bliskiego położenia tych 4. placówek ochrony zdrowia i skupisk mieszkańców w dużych ośrodkach miejskich, raczej nie będzie sprawdzać w sytuacji licznych szpitali powiatowych, oddalonych od siebie po kilkadziesiąt kilometrów, obsługujących mieszkańców zamieszkałych w mniejszych ośrodkach miejskich i na terenach wiejskich.

7. Tusk oczywiście to wszystko wie ,właśnie dlatego wybrał na minister zdrowia, osobę ,która przetestowała tego rodzaju operację na żywym organizmie , tyle tylko ,że w Trójmieście, natomiast w odniesieniu do szpitali powiatowych, przyniesie ona niepowetowane szkody i poważnie utrudni dostęp do ochrony zdrowia pacjentom z mniejszych ośrodków i na terenach wiejskich. Prawdopodobny upadek szpitala w Lesku będzie więc konsekwencją polityki rządu Tuska w ochronie zdrowia,i właśnie stąd ta arogancja i buta premiera, w odniesieniu zarówno do pracowników i obrońców tej placówki szpitalnej. A już szczytem bezczelności jest to, że w kampanii wyborczej 2023 roku, był pod tą placówką, podkreślał jak tego rodzaju szpitale są ważne dla lokalnych społeczności, by teraz z pełnym cynizmem przyglądać się jak pogarsza się ich sytuacja finansowa, co będzie oznaczać najpierw likwidację poszczególnych oddziałów, a później całych szpitali.

Zbigniew Kuźmiuk