Sprawę opisała „Rzeczpospolita”, zwracając uwagę, że na tle innych parlamentarzystów jest to rozwiązanie wyjątkowe. Według gazety większość posłów korzysta z etatowych pracowników lub łączy różne formy zatrudnienia. W przypadku biura premiera etatów nie ma wcale.

Informacja natychmiast wywołała dyskusję o wiarygodności polityków i rozbieżności między deklaracjami a praktyką. Krytycy rządu przypominają, że przez lata środowisko polityczne obecnej koalicji wielokrotnie podnosiło problem niestabilnych form zatrudnienia. Dziś pytają, dlaczego standardy promowane publicznie nie są stosowane we własnym zapleczu organizacyjnym.

Przedstawiciele biura Donalda Tuska przekonują, że nie dochodzi do żadnego naruszenia prawa. Ale… niesmak pozostaje.