Dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski jest znany z publikacji dot. posła Koalicji Obywatelskiej Romana Giertycha. Ujawniał m.in. niewygodne dla parlamentarzysty koalicji rządzącej dane dot. spółki Polnord. Kilka dni temu został zatrzymany i usłyszał zarzuty dot. kierowania gróźb karalnych oraz nielegalnego posiadania pistoletu gazowego i amunicji. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na trzy miesiące.

Od początku o szokujących działaniach wobec swojego klienta informuje adwokat dziennikarza mec. Łukasz Pawelski alarmując, że podejrzanemu uniemożliwia się prawo do obrony. Kraskowski przez pięć pierwszych dni po zatrzymaniu nie miał kontaktu z adwokatem. Po wielu żądaniach, mec. Pawelski wreszcie spotkał się z klientem.

- „Leszek nie miał nawet skarpetek, dopiero teraz współwięzień mu je pożyczył. Jest dotkliwie pogryziony przez pluskwy, pokazywał mi ślady na całym ciele”

- relacjonował po tym spotkaniu na antenie Radia Wnet.

Dziennikarz miał otrzymać status „niebezpiecznego więźnia”.

- „Gdy idzie do łaźni, muszą go skuć, a potem pod łaźnią rozkuć. To samo dzieje się, gdy wychodzi na spacerniak. Kują go i rozkuwają”

- opowiadał adwokat.

Policja miała dokonać przeszukania mieszkania dziennikarza pod jego nieobecność i bez wiedzy jego obrońcy.

Mec. Pawelski zapowiada skierowanie zażalenia na aresztowanie, ale rozważa również złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez niedopełnienia obowiązków i tworzenia fałszywych dowodów przez funkcjonariuszy.

Szokujący wpis wiceminister Ejchart

Do informacji na temat warunków, w jakich przebywa zatrzymany, postanowiła odnieść się odpowiedzialna za więziennictwo wiceminister sprawiedliwości Maria Ejchart.

- „12 czerwca, w piątek, w godzinach porannych do aresztu zgłosiło się jego dwóch pełnomocników. Wizyta opóźniła się z przyczyn organizacyjnych - czasowego braku wolnych pokoi w dziale czynności procesowych. Widzenie zostało zrealizowane niezwłocznie po zwolnieniu odpowiedniego pomieszczenia”

- przekonuje.

Zapewnia też, że „administracja otrzymała zgłoszenie o pojawieniu się pluskiew w czteroosobowej celi, w której przebywał podejrzany”.

- „Podkreślam, że pluskwy w jednostkach penitencarnych – podobnie jak w innych miejscach zbiorowego pobytu – pojawiają się najczęściej poprzez przenoszenie ich na odzieży czy w rzeczach osobistych. Rotacja osadzonych sprzyja ich rozprzestrzenianiu, co nie wynika z zaniedbań higienicznych, lecz specyfiki takich obiektów. Najważniejsza jest tu natychmiastowa reakcja i właśnie takie działania sanitarne zostały podjęte w tym przypadku. Cela zostanie poddana dezynfekcji”

- twierdzi wiceminister.

- „Wychowawca zweryfikował zgłoszenie. Wszyscy osadzeni z tej celi zostali profilaktycznie zbadani przez lekarza i pielęgniarkę, a następnie skierowani do łaźni. Wydano im nowy komplet ubrań oraz świeżą pościel. Osadzonych przeniesiono do innej celi mieszkalnej. To standardowa procedura”

- dodaje.

Wedle zapewnień wiceminister, Kraskowski nie otrzymał statusu więźnia niebezpiecznego.