Taką właśnie tezę postawił niemiecki teolog i filozof Dietrich Bonhoeffer, który obserwował narodziny i triumf narodowego socjalizmu w Niemczech. Aresztowany przez hitlerowców za działalność antynazistowską, kilka miesięcy przed egzekucją napisał słynny esej „O głupocie”, a jego wnioski do dziś pozostają zaskakująco aktualne.
Bonhoeffer zauważył, że głupota nie jest przede wszystkim problemem intelektualnym. Człowiek wybitnie wykształcony może być równie głupi jak analfabeta. Głupota – uważał - jest raczej stanem ducha, w którym człowiek rezygnuje z samodzielnego myślenia i oddaje własny osąd grupie, ideologii lub autorytetowi.
„Przeciw złu można protestować, można je demaskować, można mu przeszkadzać siłą. Przeciw głupocie jesteśmy bezbronni” – pisał Bonhoeffer.
Według niego człowiek ogarnięty głupotą nie reaguje na argumenty. Fakty nie mają dla niego znaczenia. Można tu przywołać klasyczne już powiedzenie, że jeżeli dowody przeczą przekonaniom takiego człowieka, tym gorzej dla dowodów. Jeżeli rzeczywistość nie pasuje do ideologii, należy odrzucić rzeczywistość. I tak dalej.
Najbardziej niebezpieczne jest jednak to, że głupota rzadko działa samotnie, ponieważ rozkwita w tłumie. Bonhoeffer zauważył, że ludzie często tracą zdolność krytycznego myślenia nie wtedy, gdy są słabi, lecz wtedy, gdy stają się częścią potężnego ruchu społecznego lub politycznego. Im zatem większa zbiorowość, tym łatwiej jednostka zwalnia się z odpowiedzialności za własne myślenie.
Od nazizmu do współczesności
Bonhoeffer formułował swoje obserwacje, patrząc na Niemcy lat trzydziestych XX wieku. Miliony ludzi nie stały się nagle sadystami ani psychopatami. Wielu z nich było zwykłymi obywatelami, którzy przestali zadawać pytania. Zaufali propagandzie, autorytetom i zbiorowym emocjom.
Podobne obserwacje poczyniła Hannah Arendt, analizując proces Adolfa Eichmanna – jednego z organizatorów Holokaustu. Arendt nie dostrzegła w nim demonicznego potwora. Zobaczyła urzędnika wykonującego polecenia bez refleksji moralnej. Nazwała to „banalnością zła”. Wielkie zbrodnie nie zawsze rodzą się z nienawiści. Często rodzą się z bezmyślności i… głupoty.
Jeszcze wcześniej Gustave Le Bon w „Psychologii tłumu” opisywał mechanizmy, które sprawiają, że ludzie w grupie zachowują się inaczej niż indywidualnie. Tłum bowiem nie myśli logicznie, ale kieruje się emocjami, sloganami i prostymi hasłami. Człowiek, który sam byłby rozsądny, w tłumie może zaakceptować rzeczy, o których wcześniej nigdy by nawet nie pomyślał.
Do podobnych wniosków doszedł także George Orwell. W „Roku 1984” pokazał społeczeństwo, które nauczyło się jednocześnie wierzyć w sprzeczne twierdzenia. Partia nie wymaga od obywateli inteligencji, ale posłuszeństwa. W tym wszystkim nie chodzi o to, aby ludzie rozumieli rzeczywistość, lecz aby zaakceptowali jej oficjalną wersję.
Historia XX wieku dostarcza wielu przykładów takich mechanizmów. Nazizm, komunizm, maoizm czy rewolucja Czerwonych Khmerów nie były możliwe wyłącznie dzięki przemocy. Ich sukces opierał się także na milionach ludzi, którzy przestali myśleć samodzielnie. Nie dlatego, że byli źli. Dlatego, że oddali swoje myślenie innym.
Głupota w XXI wieku
Jeżeli Bonhoeffer miał rację, to głupota nie zniknęła wraz z upadkiem III Rzeszy. Zmieniły się jedynie narzędzia jej rozpowszechniania.
Współczesny człowiek żyje w świecie, w którym dostęp do wiedzy jest większy niż kiedykolwiek wcześniej. Paradoksalnie nie oznacza to, że społeczeństwa stają się bardziej odporne na manipulację. Często jest wręcz odwrotnie. Nadmiar informacji utrudnia odróżnianie prawdy od fałszu, a media społecznościowe nagradzają emocje bardziej niż fakty.
W czasie pandemii COVID-19 można było obserwować dwa skrajne zjawiska. Z jednej strony pojawiały się środowiska przekonane, że wirus nie istnieje lub jest globalnym spiskiem. Z drugiej strony byli ludzie gotowi zaakceptować niemal każde ograniczenie wolności bez zadawania pytań o skuteczność i proporcjonalność tych ograniczeń. W obu przypadkach – należy to wyraźnie podkreślić - problemem nie była medycyna, lecz rezygnacja z krytycznego myślenia.
Podobne mechanizmy widać też we współczesnej polityce. Coraz częściej ludzie oceniają informacje nie według ich prawdziwości, lecz według tego, kto je wypowiada. Jeżeli daną tezę głosi polityk naszej partii, uznaje się ją za słuszną. Jeżeli identyczne słowa wypowiada przeciwnik polityczny, zostają odrzucone. W ten sposób lojalność wobec plemienia zastępuje racjonalną ocenę rzeczywistości.
Mechanizm ten działa zarówno na prawicy, jak i na lewicy, w Europie, Ameryce i Azji. Każda grupa jest przekonana, że to jej przeciwnicy są ofiarami propagandy. Rzadziej zadaje sobie pytanie, czy sama nie ulega podobnym złudzeniom.
Na naszym podwórku – albo, jak kto woli, w naszej kuwecie - mamy koalicję 13 grudnia, której wyznawców trudno wytłumaczyć inaczej niż jako efekt kompletnie zacementowanej bańki informacyjnej, wytworzonej dzięki konformizmowi i… - właśnie – głupocie.
Rosja i wojna informacyjna
Szczególnie wyraźnie widać to w działaniach współczesnej Rosji. Kreml od lat nie próbuje przekonać Zachodu do jednej wersji wydarzeń. Celem jest raczej wywołanie chaosu poznawczego.
W przestrzeni informacyjnej pojawiają się dziesiątki sprzecznych narracji. Jednego dnia Rosja twierdzi, że czegoś nie zrobiła. Następnego dnia przekonuje, że zrobiła to słusznie. Jeszcze później sugeruje, że zrobił to ktoś inny. Nie chodzi o spójność przekazu. Chodzi o to, aby odbiorcy przestali wierzyć, że prawdę da się w ogóle ustalić.
Psychologowie nazywają to efektem potwierdzenia. Chodzi o to, że ludzie chętniej przyjmują informacje zgodne z własnymi przekonaniami niż te, które im przeczą. W epoce internetu zjawisko to osiągnęło niespotykaną wcześniej skalę. Algorytmy podsuwają użytkownikom treści podobne do tych, które już lubią. W rezultacie człowiek może przez lata funkcjonować w informacyjnej bańce, niemal nie spotykając argumentów drugiej strony.
Dlaczego wykształcenie nie wystarcza?
Jednym z najbardziej zaskakujących wniosków Bonhoeffera było przekonanie, że głupoty nie da się pokonać samą edukacją.
Historia pokazuje, że totalitaryzmy były wspierane nie tylko przez ludzi niewykształconych. Wśród zwolenników nazizmu, komunizmu czy innych radykalnych ideologii nie brakowało profesorów, naukowców, lekarzy i artystów.
Wykształcenie daje wiedzę, ale nie gwarantuje odwagi intelektualnej. Człowiek może znać wiele faktów i jednocześnie bać się myśleć samodzielnie.
Bonhoeffer uważał, że antidotum na głupotę jest wolność wewnętrzna, czyli zdolność do stawiania pytań nawet wtedy, gdy otoczenie oczekuje bezwarunkowego posłuszeństwa. To właśnie dlatego reżimy autorytarne bardziej boją się niezależnie myślących obywateli niż ludzi niewykształconych.
Największe zagrożenie
Właśnie z powyższych względów głupota jest zdecydowanie groźniejsza od zła. Ze złoczyńcą można walczyć. Można go zdemaskować, osądzić lub powstrzymać. Człowieka głupiego trudno przekonać, ponieważ on sam najczęściej nie uważa się za głupiego. Przeciwnie – jest przekonany, że stoi po stronie dobra, postępu, narodu, historii lub sprawiedliwości.
Każda epoka ma swoich fanatyków. Każda ma również ludzi, którzy dobrowolnie rezygnują z własnego osądu. To właśnie oni są największym marzeniem każdego tyrana. Nie dlatego, że są źli, ale ponieważ przestali myśleć samodzielnie.
Bonhoeffer prawdopodobnie powiedziałby dziś to samo, co osiemdziesiąt lat temu: największym zagrożeniem dla wolnego społeczeństwa nie jest brak informacji, ale utrata odwagi do samodzielnego myślenia.
Zenon Witkowski
________________
Źródła: Dietrich Bonhoeffer, Letters and Papers from Prison; Hannah Arendt, Eichmann in Jerusalem; Gustave Le Bon, Psychologia tłumu; George Orwell, Rok 1984; Karl Popper, Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie; Jonathan Haidt, The Righteous Mind; Timothy Snyder, On Tyranny.
