W krakowskiej delegaturze Krajowego Biura Wyborczego złożono 11 marca wniosek o organizację referendum w celu odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, pod którym podpisało się 134 tys. mieszkańców. Dwa dni temu Interia podała, że urzędnicy zweryfikowali już 58 tys. 355 prawidłowych podpisów, czyli wymaganą do ogłoszenia referendum liczbę 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców. Informację tę potwierdzili przedstawiciele komitetu referendalnego.
- „Dziś zakończyło się liczenie podpisów pod wnioskiem o referendum w Krakowie. Wymagana liczba ważnych podpisów 58 355 została przekroczona. Wystarczyło zweryfikować niespełna 80 000 podpisów”
- napisali na Facebooku.
Oznacza to, że w maju mieszkańcy Krakowa zdecydują o przyszłości obecnego włodarza.
O kolejnych krokach w celu odwołania Miszalskiego mówił w rozmowie z Krakowem dla Was radny dzielnicy Stare Miasto i jeden z inicjatorów referendum Jan Hoffman.
- „Bardzo cieszy mnie nie tylko sama liczba podpisów, ale też entuzjazm ludzi, którzy angażowali się w zbiórkę i przynosili podpisy. Widać poczucie wspólnego działania i nadzieję, że można coś zmienić. Mam nadzieję, że to przełoży się na sukces w referendum i na zmianę korzystną dla miasta. Ilość zebranych podpisów cieszy tym bardziej, gdy weźmie się pod uwagę tempo i czas, w jakim udało się zgromadzić ich tak dużą liczbę. Trzeba też pamiętać, że w każdym referendum część podpisów jest odrzucana. Zakładaliśmy, że może być to nawet około 30 proc. — na przykład z powodu nieczytelnych danych czy błędów formalnych. Dysponujemy na tyle dużym ich zapasem, że nie powinno to wpłynąć na decyzję o referendum. Ponadto już sama liczba zebranych podpisów pokazuje, że emocje społeczne wokół tej sprawy są duże”
- zauważył.
Teraz priorytetem dla inicjatorów referendum jest utrzymanie mobilizacji mieszkańców.
