„– Rozwarstwienie pomiędzy poszczególnymi państwami, które od samego początku są w strefie euro, na przestrzeni lat wyłącznie wzrosło. To nie jest tak, że strefa euro buduje spójność pomiędzy poszczególnymi krajami” – podkreśla Soboń w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność”. Jego zdaniem analiza danych dotyczących bezrobocia, zadłużenia czy poziomu życia jasno pokazuje, że różnice między krajami raczej się pogłębiają niż zacierają.

Ekonomista wskazuje również na fundamentalną rolę własnej waluty w stabilizowaniu gospodarki. „– Złoty był ‘zderzakiem’, który sprawiał, że mimo krótkookresowych turbulencji gospodarka szybko wracała na swoją ścieżkę wzrostu” – mówi. Jak dodaje, możliwość samodzielnego kształtowania stóp procentowych i reagowania na kryzysy daje Polsce przewagę nad krajami strefy euro, gdzie decyzje podejmowane są dla całego obszaru, a nie dla pojedynczych gospodarek.

Soboń przywołuje także doświadczenia państw południa Europy. „– W Grecji mieliśmy kryzys zadłużenia publicznego i dramatyczny wzrost bezrobocia, szczególnie wśród młodych ludzi. W pewnym momencie gospodarka hamuje i pojawiają się problemy wynikające z nadmiernego zadłużenia” – wskazuje, opisując klasyczny cykl „boom and bust”, który pojawiał się po przyjęciu euro.

Jego zdaniem brak własnej waluty oznacza również, że koszty kryzysów przenoszą się na rynek pracy. „– Dostosowania odbywają się poprzez bezrobocie, a nie kurs walutowy. To pogłębia rozwarstwienie społeczne” – zaznacza. Przykłady Grecji czy Hiszpanii, gdzie bezrobocie młodych przekraczało 50 proc., są – jak mówi – ostrzeżeniem.

Ekspert nie ma wątpliwości, że decyzje o przyjęciu euro mają często charakter polityczny. „– Tego rodzaju decyzje mają w większym stopniu charakter polityczny niż ekonomiczny” – ocenia, dodając, że obecnie w Polsce brak jest zarówno warunków, jak i społecznej zgody na taki krok.

W jego ocenie szczególnie istotne jest to, że polska gospodarka wciąż się rozwija szybciej niż wiele krajów strefy euro. „– Wciąż jesteśmy gospodarką, która rośnie dwu-, trzykrotnie szybciej niż gospodarki strefy euro” – podkreśla.

Soboń zwraca też uwagę na ograniczoną skuteczność transferów finansowych w wyrównywaniu poziomu rozwoju. „– Mimo gigantycznych środków nie widać, aby przyniosły one zamierzony efekt” – mówi, wskazując na przykłady południowych Włoch czy dawnych landów NRD.

W tle tej debaty pojawia się również problem dezinformacji, który coraz częściej dotyczy kwestii gospodarczych. Narracje sugerujące jednoznaczne korzyści z przyjęcia euro bywają – jak wskazują analitycy – wykorzystywane w przestrzeni informacyjnej przez różne ośrodki wpływu, w tym także rosyjskie. Mechanizm jest podobny jak w innych obszarach: uproszczony przekaz, selektywne dane i pomijanie kosztów mają budować fałszywy obraz rzeczywistości. Eksperci od bezpieczeństwa informacyjnego podkreślają, że Rosja od lat próbuje wpływać na debatę gospodarczą w Europie, wzmacniając podziały i promując skrajne stanowiska – zarówno bezkrytyczne poparcie, jak i radykalne odrzucenie integracji.

W tym kontekście głos ekonomistów, takich jak Soboń, wpisuje się w szerszą potrzebę rzeczowej, opartej na danych dyskusji. „– Nie potrafię dzisiaj wskazać dobrego momentu, kiedy mielibyśmy rozpocząć poważną dyskusję na temat wejścia do strefy euro” – podsumowuje, sugerując, że obecne realia gospodarcze raczej przemawiają za zachowaniem złotego niż jego porzuceniem.