Młoda kobieta trafiła do szpitala św. Wojciecha w Gdańsku na planowy zabieg usunięcia kamienia nerkowego. Jak relacjonują jej bliscy, „jej stan był wtedy dobry – nie miała gorączki ani dolegliwości bólowych”, a cała operacja miała mieć charakter standardowy. Sytuacja zmieniła się dramatycznie po zabiegu.
Według dokumentacji medycznej, u pacjentki rozwinęła się ciężka urosepsa. Już o godz. 14:09 lekarze wskazali, że konieczne jest leczenie w warunkach Oddziału Intensywnej Terapii. Decyzję o przekazaniu na OIT podjęto o 15:50. Jednak – jak wynika z ustaleń – Julia trafiła na oddział dopiero o 18:30 i to w innym szpitalu.
Kluczowe jest to, co wydarzyło się pomiędzy. W dokumentach zapisano, że przyczyną opóźnienia był „brak miejsc na OIT” w macierzystej placówce. W praktyce oznaczało to wielogodzinne oczekiwanie w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. W przypadku sepsy czas jest czynnikiem decydującym – każda godzina opóźnienia zmniejsza szanse przeżycia.
Rodzina nie kryje bólu i wątpliwości. „To mogło wyglądać inaczej” – mówią bliscy. Matka 20-latki podkreśla, że szybkie wdrożenie intensywnego leczenia mogło uratować życie córki. Partner Julii twierdzi z kolei, że sprawdzał dostępność miejsc w innych szpitalach i – jak relacjonuje – „były one dostępne”.
Gdy pacjentka trafiła w końcu na OIT, jej stan był już krytyczny. 12 lutego straciła przytomność, kilka dni później doszło do obrzęku mózgu. 17 lutego lekarze stwierdzili zgon.
Sprawa została zgłoszona do prokuratury, a także do Rzecznika Praw Pacjenta i Okręgowej Izby Lekarskiej. Rodzina domaga się wyjaśnienia czy opóźnienie w udzieleniu pomocy miało wpływ na śmierć młodej kobiety.
Szpital, zarządzany przez podmiot Copernicus, w odpowiedzi na pytania dziennikarzy przekazał lakoniczne stanowisko. „Staramy się dogłębnie przeanalizować bieg zdarzeń, aby wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji” – poinformowano, podkreślając jednocześnie, że szczegóły objęte są tajemnicą lekarską.
Ta historia – poza dramatem jednej rodziny – staje się symbolem szerszego problemu. W sytuacji, gdy medycyna potrafi ratować życie w najbardziej krytycznych momentach, czas i organizacja systemu wciąż pozostają ogniwem, które może zadecydować o życiu albo śmierci.
