Aleksandrę Dulkiewicz wiosną 2024 roku wybrało 103 337 obywateli spośród 179 482 biorących udział w wyborach prezydenckich. Co oznacza, że aby rezultat referendum w sprawie jej dalszego zatrudnienia w magistracie miał być wiążący, wziąć w nim musi udział 107 689 gdańszczan – 60 proc. z łącznej liczby tych, którzy dwa lata temu fatygowali się do urn. Wystarczy wówczas 53 845 głosów, by dokonać zmiany lokatorów na 3 piętrze magistratu.

Zmiany lokatorów i zmiany optyki.

Demokracja zamiast semidemokracji. Ponad 30 lat od reformy samorządu w Polsce zaskakuje pogłębiająca się operacyjna spójność elit politycznych i ekonomicznych, które za parawanem wartości społecznych, historycznych, tożsamościowych maksymalizują własne zyski. Ustrój gminy oparty o jednoosobowe władztwo ułatwia kontrolowanie rządzenia przez elity polityczno-ekonomiczne. System wzajemnej adoracji i partycypacji w owocach władzy, finansowania jej reprodukcji i reglamentowania dostępu niepowołanym – mechanizm wykonywania władzy lokalnych elit utrzymuje w ruchu. Potrzebna jest jedynie czerń miejska, by system ten, podobnie jak demokrację ludową, zechciała za fistaszki raz na kilka lat pokwitować.

Albo zwołując referendum intensywnie Gdańsk przewietrzyć. Lub chociaż wybudzić z publicznego odrętwienia. Wystarczy 15 osób w komitecie referendalnym i zebranie 10 proc. podpisów uprawnionych do udziału w wyborach. To mniej niż zebrał Tomasz Rakowski, główny kontrkandydat prezydent Dulkiewicz. To dostatecznie dużo, by postawić do pionu lokalną oligarchię, obezwładnić jej pychę. Może to ten moment, skoro, jak słychać, prezydent marzy o większej polityce, a jej zastępcy widzą się w jej kojcu...

Kraków już zdecydował.

Obywatele zebrali już 130 tys. podpisów.

Na zwyrodnienie władztwa samorządowego zareagowali organizacją referendum.

Nie dali się uwieść współczesnej mitologii. Alienacja struktur zarządczych stała się nieakceptowalna.

Samorząd nie oznacza samorządzenia. Zwłaszcza wtedy, gdy wynika ono z braku społecznego słuchu i przeświadczenia o narastającej nieomylności własnej.

Władza prezydenta gminy ma wymiar dokuczliwy i opresyjny, jest bezwzględna i wkracza wielokroć bardziej na terytorium prywatne niż władza państwowa. Z jakimś poczuciem wyższości stara się urządzać życie obywatelom, wszelki zaś sprzeciw grup słabszych tłumaczy dobrem wyższego rzędu, które umiejętnie monetyzuje.

Nadto jest zachłanna na nowe uprawnienia i dąży stale do ich powiększania. W żadnym z przyjętych w Gdańsku 21 postulatów samorządowych sygnatariusze tej osobliwej rebelii uprawnień swoich nie ograniczali.

Ograniczyć je mogą tylko obywatele.

W Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, Gdyni.

W Zabrzu już się udało!

Marek Formela