Ks. Skrzypczak przywołał postawioną na koniec ub. wieku diagnozę francuskiego myśliciela Andrégo Malrau, wedle którego wiek XXI „albo będzie wiekiem religii, albo go nie będzie w ogóle”.

- „Okazuje się, że miał rację. To nie jest czas dla ateistów. To nie jest czas dla takiej suchej sekularyzacji. Sekularyzacją podniecają się jeszcze niektóre środowiska, niektórzy ludzie na Zachodzie. Powoli będą wymierać”

- zauważył duchowny.

- „Ten świat staje się religijny na nowo. Tylko, że religijność jest przestrzenią, w której działa Bóg, ale także może w niej działać zły, demon – podsuwając ludziom fałszywych mesjaszy”

- dodał.

Wskazał na gorączkę „rozgrzanego do czerwoności” świata, mówiąc o mesjanizmach, które determinuję geopolitykę.

- „Izrael przeżywa swój mesjanizm. Jest przekonany, że Mesjasz przychodzi, żeby się pojawić pośród nich, dlatego chcą odbudować świątynię, chcą poszerzać swój teren”

- zauważył, przywołując słynne słowa amerykańskiego ambasadora na temat biblijnych granic Izraela.

Zaznaczył, że ten polityczny mesjanizm religijny nie ma nic wspólnego z Chrystusem. Mimo to jednak, w Stanach Zjednoczonych miliony chrześcijan podzielają ten mesjanizm. Wierzą, że jeśli pomogą Izraelowi odbudować świetność, powróci Chrystus.