„Kowal wprowadził – można powiedzieć – cenzurę. Nie wpuszczał dziennikarzy do miejsc, w których trwały prace. Nie pozwalał, by w Puźnikach pojawili się dziennikarze, którzy robiliby zdjęcia wydobywanych ofiar UPA” – mówi jeden z cytowanych dyplomatów.

Dodaje, że dziennikarze owszem – mieli się pojawić – ale w sposób kontrolowany i nie robić zdjęć dołów z ludzkimi szczątkami. Parafianowicz dodaje, że sam widział zdjęcia z Puźnik z procesu wydobywania ofiar ludobójstwa wołyńskiego i były to głównie szczątki kobiet i dzieci. Pyta dyplomatę, czy Kowalowi zależało na tym, aby Puźniki medialnie nie zagrzały. Ten odpowiada:

„Zgadza się. Nie chciał internetowych dyskusji na temat tego, ile gwoździ odnaleziono w głowie zamordowanego dziecka. Ma to jakiś sens”.

Zacytowano też słowa innego dyplomaty na temat spotkania Donalda Tuska we Lwowie w grudniu 2024 roku, kiedy to Zełęnski miał powtarzać, że najpierw zwycięstwo, potem historia:

„Podśmiewał się pod nosem. Do tego Ukraińcy napuścili na Tuska dziennikarkę Radia Swoboda. Zapytała go, ile razy Ukraińcy mają przepraszać, aby Polska poczuła się usatysfakcjonowana. Tusk nie był przygotowany na takie pytanie. Zełenski naprawdę śmiał się pod nosem. Tusk myślał, że będzie miękka jazda, a dostał podkręconą piłkę”.