Najmocniej zareagował prezydent Karol Nawrocki, który zaproponował odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego. „Dostarczył tym najlepszego materiału i wiele tlenu rosyjskiej propagandzie” – powiedział, komentując decyzję ukraińskiego przywódcy. Prezydent ocenił również, że Zełenski „udowodnił, że Ukraina pod względem mentalnym, gloryfikowania bandytów, morderców z Ukraińskiej Powstańczej Armii, nie jest gotowa, aby być częścią rodziny europejskiej”.
Bardzo ostro wypowiedział się także były prezydent Lech Wałęsa. „Prezydent Ukrainy, wyróżniając bandytów z UPA, ubliżył mi i wszystkim pomordowanym naszym rodakom” – napisał. Dodał, że w związku z tym „publicznie zdjął flagę ukraińską z piersi”. Jednocześnie zaznaczył, że nadal chce pomagać narodowi ukraińskiemu w walce z Rosją, ale odmawia wsparcia samemu Zełenskiemu.
Krytyczne stanowisko przedstawiło również Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór przekazał: „Jednoznacznie negatywnie oceniamy nadanie ukraińskiej jednostce imienia «Bohaterów UPA»”. Jak dodał, „ta decyzja rani pamięć o ofiarach tej organizacji i uderza w dialog między naszymi narodami”. Resort dyplomacji ostrzegł też, że sprawa może zostać wykorzystana przez rosyjską propagandę.
Podobny ton pobrzmiewa w wypowiedzi gen. Romana Polki, byłego dowódcy GROM-u. „Z pewnością propaganda rosyjska to wykorzysta” – ocenił. Generał podkreślił, że Polska powinna reagować stanowczo, ale przede wszystkim poprzez naciski dyplomatyczne. „Polacy domagają się sprawiedliwości, domagają się reakcji na tego typu działania, ale lepiej by zabrzmiało, gdyby to strona ukraińska wycofała się z tej błędnej decyzji” – powiedział.
Z prawej strony sceny politycznej padły jeszcze mocniejsze słowa. Michał Urbaniak z Konfederacji stwierdził, że Ukraińcy „po raz kolejny pokazują, że czczą ludobójców”. „Uważam, że to absolutnie nie powinno mieć miejsca” – mówił. Polityk sugerował również, że Polska powinna zastanowić się nad ograniczeniem części wsparcia dla państwa ukraińskiego.
Głos zabrał także publicysta Jakub Majmurek, który daleki jest od antyukraińskiej retoryki, ale decyzję Zełenskiego ocenił jednoznacznie negatywnie. „Nadając imię Bohaterów UPA ukraińskiej jednostce wojskowej, wykazał się albo skrajną arogancją i lekceważeniem wobec Polski, albo całkowicie błędnym odczytaniem polskich nastrojów wobec Ukrainy, Ukraińców i ukraińskiej polityki historycznej” – napisał.
Instytut Pamięci Narodowej przypomniał natomiast historyczny kontekst sprawy. „Ukraińska Powstańcza Armia jest odpowiedzialna za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej” – podkreślił IPN. Instytut zaznaczył, że „budowanie przez władze Ukrainy kultu Ukraińskiej Powstańczej Armii musi budzić sprzeciw wszystkich, którzy pamiętają o działalności tej formacji”.
Strona ukraińska odpiera zarzuty. Rzecznik MSZ Ukrainy Heorhij Tychyj przekonywał, że nadanie nazwy jednostce „nie miało na celu obrażenia przyjaznego narodu polskiego”. Według niego dla ukraińskich żołnierzy UPA symbolizuje przede wszystkim sprzeciw wobec imperialnej polityki Moskwy i „w żadnym razie nie jest wymierzona przeciwko Polakom”.
Ta argumentacja nie uspokoiła jednak polskiej debaty. Dla wielu komentatorów problem nie dotyczy wyłącznie samej nazwy jednostki, ale szerszego zjawiska: niezrozumienia przez ukraińskie elity, czym dla Polaków jest pamięć o Wołyniu. W polskiej świadomości UPA pozostaje formacją odpowiedzialną za masowe mordy na ludności cywilnej, w tym kobietach, dzieciach i starcach, a jej gloryfikacja jest odbierana jako uderzenie w pamięć ofiar.
Spór pokazuje, że nawet bliska współpraca polityczna i wojskowa Polski z Ukrainą nie usuwa najtrudniejszych problemów historycznych. Rosyjska agresja na Ukrainę sprawiła, że oba państwa znalazły się po tej samej stronie geopolitycznego frontu, ale decyzja Zełenskiego ponownie otworzyła jedną z najbardziej bolesnych ran w relacjach Warszawy i Kijowa.
W debacie publicznej pojawiają się również interpretacje łączące decyzję o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” z bieżącą sytuacją polityczną na Ukrainie. Historyk prof. Andrzej Nowak ocenił na Facebooku, że działania Wołodymyra Zełenskiego mogą służyć odwróceniu uwagi opinii publicznej od pojawiających się doniesień dotyczących afer korupcyjnych i problemów wewnętrznych państwa. „To bowiem pozwala mu wystąpić przed opinią ukraińską nie jako coraz bardziej utożsamiany z korupcją polityk, tylko jako dumny rzecznik 'godności i suwerenności Ukrainy'” – napisał profesor. Zdaniem Nowaka wykorzystanie tematów historycznych może mobilizować część ukraińskiego społeczeństwa wokół władz w czasie narastających problemów politycznych.
Niektórzy komentatorzy i publicyści próbują także analizować decyzję Kijowa w szerszym kontekście geopolitycznym. Pojawiają się informacje dotyczące możliwego wpływu środowisk niemieckich na kształt polityki ukraińskiej. W tym kontekście wymieniane jest nazwisko Martina Jägera, byłego ambasadora Niemiec na Ukrainie, a obecnie szefa Federalnej Służby Wywiadowczej (BND).
Zenon Witkowski
