Jak informują litewskie media, firma – znana m.in. z produkcji systemów HIMARS – zarejestrowała swoją działalność w tym kraju w ostatnich dniach. To efekt wielomiesięcznych działań litewskich władz, które aktywnie zabiegały o obecność amerykańskiego przemysłu obronnego nad Bałtykiem.

Już wcześniej prezydent Litwy Gitanas Nausėda zapraszał przedstawicieli koncernu do inwestycji, a litewscy politycy jasno deklarowali gotowość do współpracy. „Na Litwie oferujemy najlepsze warunki inwestowania w przemysł zbrojeniowy” – podkreślano podczas międzynarodowych spotkań, wskazując na znaczenie stabilnych łańcuchów dostaw i lokalnej produkcji sprzętu wojskowego.

Działania te przyniosły oczekiwany efekt. Oddział Lockheed Martin Global został formalnie zarejestrowany, a jego szefową została Christine Lee Farmery. Litwa nie tylko przyciąga inwestycje, ale również buduje kompetencje, które mogą w przyszłości przełożyć się na realne zdolności produkcyjne i serwisowe.

Tymczasem w Polsce – mimo wielokrotnych zapowiedzi rozwoju krajowego przemysłu zbrojeniowego – podobne inwestycje nie są realizowane na taką skalę. Brakuje konsekwentnej strategii przyciągania globalnych partnerów i wykorzystania geopolitycznego położenia kraju.

W sytuacji rosnących napięć w regionie i wojny na Ukrainie takie decyzje mają kluczowe znaczenie. Inwestycje w przemysł obronny to nie tylko miejsca pracy, ale przede wszystkim element bezpieczeństwa państwa.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Polska pod rządami Tuska – zamiast aktywnie walczyć o takie projekty – oddaje pole mniejszym sąsiadom. A to może mieć konsekwencje nie tylko gospodarcze, ale również strategiczne.