Problem dotyczy przede wszystkim braku zamówień na karabinki GROT serii A3, które miały być kluczowym projektem dla zakładu. Jak relacjonują pracownicy, „analizowali dokumentację całymi miesiącami – nie chodziło, broń Boże, o zastrzeżenia do produktu”. W ich ocenie decyzje Ministerstwa Obrony Narodowej doprowadziły do sytuacji, w której nowoczesne moce produkcyjne pozostają niewykorzystane. „To MON wymógł na nas zwiększenie mocy produkcyjnych, a teraz zostawia nas na lodzie” – podkreślają.
Wspominając niedawne inwestycje, związkowcy nie kryją rozgoryczenia. Nowa hala produkcyjna o powierzchni ponad 3500 m² kosztowała dziesiątki milionów złotych, a jej otwarciu towarzyszyli politycy. „Fabryka nie potrzebuje litości ani wsparcia państwa”, mówią dziś pracownicy, dodając, że potrzebne są konkretne zamówienia. Tymczasem – jak wskazują – „opowiadają o wielkiej armii, rozwoju polskiej branży zbrojeniowej, a tu mają nowoczesną, zdolną do produkcji pełną parą fabrykę i pozwalają ją wykrwawiać”.
Związkowcy ostrzegają, że jeśli sytuacja się nie zmieni, może dojść do protestów. „Ludzie wyjdą na ulice!” – zapowiadają, przypominając, że zbliża się rocznica wydarzeń z czerwca 1976 roku. Głos w sprawie zabrał także europoseł Maciej Wąsik, który ocenił: „Fabryka Broni w Radomiu stoi dziś na krawędzi”.
Spór wokół „Łucznika” staje się symbolem szerszego problemu – relacji między państwem a krajowym przemysłem zbrojeniowym, w którym inwestycje i deklaracje nie zawsze idą w parze z realnymi zamówieniami.
