Kościół katolicki opiera się na Chrystusie – ale Chrystus działa poprzez sakramenty. Tych udzielają kapłani, wyświęceni przez biskupów.
Gdyby miało to zależeć od popularnego teologa moralnego, ks. Paula Zulehnera SJ, nic by z tego nie zostało. Katolickich kapłanów zastąpiłby „drużyny kapłańskie” złożone z mężczyzn i kobiet, żyjących w celibacie albo żonatych czy zamężnych. Nieważne – bo już nie sakrament święceń, ale sam chrzest miałby być zasadniczą podstawą prowadzenia działalności quasi-kapłańskiej.
Ks. Paul Zulehner jest Austriakiem, przez lata wykładał we Wiedniu. W tym roku skończy 87 lat, ale pomimo sędziwego wieku nadal angażuje się w debatę o Kościele. Ma do tego całkiem konkretne podstawy, bo wydał w swoim życiu całą masę publikacji i wypromował wielu doktorów. Dla Kościoła niemieckojęzycznego to człowiek-instytucja. Jego działalność wykracza zresztą daleko poza Austrię czy Niemcy. Reformistyczny jezuita chciał oddziaływać w całej Europie Środkowo-Wschodniej, stąd być może jego obecność w Polsce: w naszym języku wydano wiele jego książek, a sam ich autor bywał nad Wisłą. Jeszcze kilka lat temu przyjechał do Archidiecezji Gnieźnieńskiej, gdzie uczył polskich księży o tym, czym jest… synodalność.
To brzmi jak żart, ale nim nie jest: ideolog „drużyn kapłańskich” zaproszony do Polski, żeby uczyć o synodalności…
No, dobrze, ale to było kilka lat temu. Dlaczego teraz o tym piszę? Bo austriacki profesor opublikował właśnie obszerny wywiad, który już odbija się echem w katolickich mediach. Rozmawiał z nim niemiecki portal Katholisch.de, tuba Konferencji Episkopatu Niemiec. Ks. Paul Zulehner stawia tam bardzo konkretne postulaty, przekonując, że dzieło „reformy” Kościoła musi iść szybko naprzód.
Według Wiedeńczyka należy zerwać z kapłaństwem mężczyzn – kapłaństwo ma być dla wszystkich, również dla kobiet. Wszystko za sprawą „ugruntowania w chrzcie”. Kto jest ochrzczony, może reprezentować Chrystusa jako kapłan, uważa Zulehner.
Celibat? Niech zostanie, ale tylko dla chętnych: kapłanami mogliby zostawać też żonaci (zamężne). Z tego samego powodu, co wyżej: zasadniczą sprawą ma być po prostu chrzest.
Według Zulehnera przyszłość Kościoła zależy od tego, czy „będą istnieć ewangeliczne wspólnoty, które przyjmą swoje powołanie wynikające z chrztu”. Trzeba odejść od „Kościoła skupionego na kapłanie” na rzecz modelu „Kościoła o powołaniu chrzcielnym”.
Zastanawiam się, jak to możliwe, że Zulehner tego nie widzi: przecież dokładnie w ten sposób rozumują protestanci. Luteranie uznają chrzest i Eucharystię (rozumianą inaczej, niż w Kościele) – i koniec, inne sakramenty nie są im potrzebne. Oparcie kapłaństwa na chrzcie zamiast na sakramencie kapłaństwa jest przecież dokładnie tym samym, powieleniem systemu luterańskiego.
Nie widzi – czy raczej widzi i uważa za właściwe? Nie wykluczam, że chodzi o to drugie. Wizja Paula Zulehnera, nawet jeżeli uznać ją za de facto protestancką, jest dziś bardzo rozpowszechniona w tak zwanym chrześcijaństwie charyzmatycznym. I to jest właśnie główny problem z jego poglądami – bo intelektualne wynurzenia profesora z Wiednia mogłyby nie mieć większego znaczenia, gdyby nie fakt, że są praktycznie realizowane przez prężne wspólnoty charyzmatyczne.
Na czym polega charyzmatyzm? Właśnie na absolutyzacji chrztu. Dla wielu wspólnot charyzmatycznych chrzest taki, jaki otrzymujemy w Kościele wszyscy, to zresztą jeszcze za mało – trzeba go jakby „potwierdzić” swoistym „drugim chrztem” w postaci „chrztu w Duchu Świętym”. To sama istota międzynarodowego ruchu charyzmatycznego „Charis”, który działa także w Polsce, otwarty dla katolików i dla protestantów – mogą się do niego zapisać różne wspólnoty, o ile ich tożsamość jest związana z „chrztem w Duchu Świętym”.
Kapłaństwo? Eucharystia? Niby to wszystko jest ważne w katolickiej części charyzmatyzmu, ale w praktyce schodzi na drugi plan – bo liczy się przede wszystkim doświadczenie „bycia z Jezusem”. Grupami charyzmatycznymi czasem kierują księża, ale jeszcze częściej świeccy. Nie muszą być kapłanami – są przecież ochrzczeni, w dodatku „ochrzczeni w Duchu Świętym”!
Ks. prof. Paul Zulehner nie głosi charyzmatycznego „chrztu w Duchu”. Jednak jego nadzieje na „obalenie” kapłańskiej konstrukcji Kościoła na rzecz ustanowienia wszystkiego na fundamencie chrzcielnym doskonale korespondują z celami ruchu charyzmatycznego.
Bo przecież nieważne, czy jest się katolikiem, czy protestantem, mężczyzną, czy kobietą – jest chrzest, jest wszystko.
Oto nowy ponaddenominacyjny kościół: charyzmatyczny, synodalny, chrzcielny… ale niekoniecznie katolicki.
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
