Ocena funkcjonalna – według materiałów opublikowanych w serwisie wsparcie.gov.pl oraz komunikatów Ministerstwa Edukacji – ma obejmować analizę funkcjonowania ucznia w sferze emocjonalnej, społecznej i edukacyjnej. To nie jest zwykła ocena szkolna. To rozbudowany opis dziecka, jego relacji, środowiska i potencjalnych trudności.
Krytycy wskazują, że zakres zbieranych danych może wykraczać poza to, co rzeczywiście niezbędne do zapewnienia wsparcia. W formularzach pojawiają się pytania o sytuację rodzinną, tło społeczne czy szczegółowe dane identyfikacyjne. W praktyce oznacza to, że szkoła może gromadzić szerokie spektrum informacji, które dotąd pozostawały w sferze prywatnej.
Choć MEN podkreśla zgodność projektu z przepisami o ochronie danych osobowych (RODO), rodzice podkreślają, że centralizacja i cyfryzacja tak rozbudowanych informacji zwiększy ryzyko nadużyć lub wycieku danych.
Największe emocje budzi kwestia wpływu oceny funkcjonalnej na prawa rodziców. Resort zapewnia, że system ma charakter wspierający, a nie sankcyjny. Jednak przeciwnicy projektu podnoszą, że w praktyce rekomendacje generowane przez system mogą stać się standardem postępowania wobec dziecka – zarówno w szkole, jak i w domu.
W sytuacji, gdy zalecenia ekspertów czy specjalistów będą odbiegały od przekonań wychowawczych rodziców, może dojść do konfliktu interpretacyjnego. Choć formalnie decyzje o ingerencji w prawa rodzicielskie podejmuje wyłącznie sąd rodzinny, rodzice obawiają się presji administracyjnej i psychologicznej.
Organizacje społeczne, w tym Instytut Ordo Iuris, opublikowały wzory sprzeciwu wobec przeprowadzania oceny funkcjonalnej bez wyraźnej zgody rodziców. To pokazuje, że temat wykracza poza debatę ekspercką i stał się realnym problemem społecznym.
Link do pobrania powyższego oświadczenia – Pobierz.
Kolejną kwestią jest obciążenie kadry pedagogicznej. Już dziś nauczyciele zmagają się z rozbudowaną dokumentacją, niedoborem specjalistów i rosnącymi wymaganiami administracyjnymi. Wprowadzenie dodatkowych formularzy, raportów i procedur może oznaczać kolejne godziny pracy biurowej kosztem bezpośredniego kontaktu z uczniem.
Z informacji przekazywanych przez dyrektorów szkół wynika, że komunikacja ze strony MEN jest nierówna. Część placówek otrzymała ogólne informacje, inne nie dysponują jeszcze szczegółowymi wytycznymi. Brak jednolitej podstawy prawnej i spójnych instrukcji rodzi obawy o chaos organizacyjny.
Edukacja włączająca jako koncepcja nie jest nowością w Europie. Jej celem jest dostosowanie szkoły do potrzeb uczniów z różnorodnymi trudnościami. Problem pojawia się w momencie, gdy narzędzie wsparcia zaczyna być postrzegane jako system masowej diagnozy wszystkich dzieci, bez wyraźnego rozróżnienia między przypadkami wymagającymi pomocy a tymi, które rozwijają się prawidłowo.
Krytycy wskazują jednak, że powszechność oceny może prowadzić do etykietowania uczniów oraz nadmiernej biurokratyzacji procesu wychowawczego. W ich ocenie szkoła powinna przede wszystkim uczyć i wspierać, a nie prowadzić szerokie badania środowiskowe.
Największym problemem nie jest sama idea wsparcia ucznia, lecz sposób wprowadzania zmian. Brak jasnej, ogólnokrajowej kampanii informacyjnej, ograniczony dialog z rodzicami i nauczycielami oraz nieprecyzyjne komunikaty potęgują atmosferę nieufności.
Jeśli MEN chce przekonać społeczeństwo do oceny funkcjonalnej, powinno:
- jasno określić zakres zbieranych danych i czas ich przechowywania,
- zagwarantować dobrowolność i realną możliwość sprzeciwu,
- zapewnić szkołom dodatkowe zasoby kadrowe i finansowe,
- przeprowadzić szerokie konsultacje społeczne.
Bez tych elementów każda reforma – nawet mająca dobre intencje – może zostać odebrana jako próba rozszerzenia kontroli administracyjnej nad życiem rodzin.
Link do pobrania powyższego oświadczenia – Pobierz.
