Do śmiertelnego potrącenia doszło 23 kwietnia na ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Jak ustalili śledczy, rozmowa telefoniczna prowadzona przez Łukasza Litewkę trwała między godziną 13.00 a 13.14. – „Rozmowa odbywała się między godziną 13:00 a 13:14 i została przerwana w wyniku zdarzenia” – przekazał „Faktowi” prokurator Bartosz Kilian z Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.
Według ustaleń śledczych dokładnie o godz. 13.14 głos posła nagle zamilkł. Zaledwie trzy minuty później, o 13.17, do służb wpłynęło zgłoszenie o wypadku. Prokuratura podkreśla, że dane z bilingów i zabezpieczone materiały dowodowe pozwoliły bardzo precyzyjnie odtworzyć ostatnie chwile życia parlamentarzysty.
Istotnym elementem śledztwa jest również sposób korzystania przez posła z telefonu. Śledczy zabezpieczyli słuchawkę, z której korzystał podczas jazdy. – „Nie było sytuacji, że przytrzymywał telefon w ręku” – zaznaczył prok. Kilian. Z analizy monitoringu wynika, że Łukasz Litewka używał zestawu słuchawkowego i nie obsługiwał telefonu manualnie.
Prokuratura potwierdziła również, że poseł był trzeźwy. – „Jechał prawidłowo i był trzeźwy” – podkreślił rzecznik sosnowieckiej prokuratury. Wyniki badań toksykologicznych nie wykazały obecności alkoholu ani innych substancji odurzających.
Śledczy zwracają uwagę także na nietypowy szczegół dotyczący świadka rozmowy. Jak wynika z ustaleń, osoba przesłuchiwana korzystała z telefonu należącego do podejrzanego kierowcy, ponieważ – według zeznań – mężczyzna „nie był w stanie samodzielnie obsługiwać aparatu”.
Sprawca wypadku został zatrzymany dwa dni po zdarzeniu. Po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 40 tys. zł opuścił jednak areszt i – według najnowszych informacji – nie odebrano mu jeszcze prawa jazdy. Prokuratura domaga się obecnie jego ponownego, bezwzględnego aresztowania. Decyzja sądu w tej sprawie ma zapaść 12 maja.
