Spotkanie, w którym uczestniczył również Adam Bielan, trwało aż siedem godzin i było odpowiedzią na rosnące kontrowersje wokół inicjatywy „Rozwój Plus”, tworzonej przez byłego premiera. Jeszcze kilka dni wcześniej Jarosław Kaczyński zapowiadał twarde konsekwencje dla członków angażujących się w tę strukturę, ostrzegając, że może to być działalność sprzeczna ze statutem partii.

We wtorkowym wystąpieniu prezes PiS złagodził nieco ton, podkreślając, że „nie oznacza to likwidacji stowarzyszenia”, a raczej próbę jego włączenia w szersze ramy działania ugrupowania. Jak zaznaczył, jednym z elementów porozumienia może być powołanie Rady Eksperckiej, do której „zaproszeni zostaną członkowie stowarzyszenia”.

Kluczowym elementem nowej strategii ma być koncepcja tzw. „dwóch płuc”, o której szeroko mówił Jarosław Kaczyński. „Partia będzie miała dwa płuca” – zapowiedział, wyjaśniając, że chodzi o równoległe docieranie do różnych grup wyborców. Z jednej strony PiS ma zabiegać o elektorat bardziej radykalny, zbliżony do środowisk Konfederacji, z drugiej – o wyborców oczekujących „spokoju” i „efektywnego zarządzania państwem”. „Na te oczekiwania będzie odpowiadał Mateusz Morawiecki” – zaznaczył lider PiS.

Jeszcze przed zawarciem kompromisu napięcia wydawały się być wyraźne. Jarosław Kaczyński ostrzegał, że brak jasności co do lojalności może prowadzić do „rozpadu organizacyjnego”, podkreślając: „chodzi o to, żeby była zupełna jasność, że nie następuje rozkład partii, dwuwładza w partii (…) bo to zwykle jedno po drugim następuje”. Dodawał przy tym, że w razie potrzeby „będzie musiał podjąć odpowiednie środki”.

Z kolei Mateusz Morawiecki wydawał się tonować emocje, przekonując w mediach, że sytuacja nie oznacza podziału. „To nie tylko nie jest rozłam, to są co najwyżej komunikacyjne turbulencje” – mówił w rozmowie radiowej.

Kulisy powstania stowarzyszenia „Rozwój Plus” odzwierciedlają szerszy proces polityczny. Sam Morawiecki przyznawał, że chce stworzyć przestrzeń dla osób, którym „nie pasuje coś w każdej z partii politycznych po prawej stronie”. To właśnie ten ruch wywołał obawy o potencjalne tworzenie równoległego ośrodka wpływu.

Ostateczne porozumienie pokazuje, że Jarosław Kaczyński zdecydował się zaakceptować rozwiązanie kompromisowe. Zachowując kontrolę nad strukturą partii, jednocześnie otworzył przestrzeń dla aktywności swojego byłego premiera – ale pod warunkiem funkcjonowania „wewnątrz” PiS, a nie obok niego.