Jak czytamy, nowy cel ma być rzekomo kolejnym krokiem w realizacji strategii neutralności klimatycznej UE do 2050 roku. Komisja Europejska ma co dwa lata oceniać postępy państw w redukcji emisji oraz wpływ transformacji na konkurencyjność gospodarki, w tym na koszty energii. Jednocześnie państwom pozwolono w ograniczonym zakresie korzystać z międzynarodowych kredytów węglowych – ich udział w realizacji celu nie może przekroczyć 5 procent.

Decyzja ta po raz kolejny wzbudza poważne kontrowersje w wielu krajach członkowskich. Polska, Węgry, Słowacja i Czechy już wcześniej sprzeciwiały się przyjęciu tego absurdalnego celu, wskazując, że tempo transformacji energetycznej może okazać się zbyt kosztowne dla gospodarek opartych na przemyśle i wciąż wykorzystujących paliwa kopalne.

Krytycy podkreślają, że europejska polityka klimatyczna coraz częściej prowadzi do sytuacji, w której UE narzuca sobie najbardziej restrykcyjne regulacje na świecie, podczas gdy globalni konkurenci – jak Chiny, Indie czy część państw rozwijających się – nie wprowadzają równie rygorystycznych ograniczeń. W efekcie może to prowadzić do przenoszenia produkcji poza Europę, wzrostu cen energii oraz osłabienia konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Wątpliwości budzi również rozszerzanie systemu handlu emisjami. Choć państwa UE zgodziły się przesunąć wprowadzenie systemu ETS2 obejmującego transport i budownictwo z 2027 na 2028 rok, wielu ekspertów ostrzega, że nowe opłaty za emisję CO₂ mogą przełożyć się na wyższe koszty paliw, ogrzewania oraz budownictwa mieszkaniowego.

Coraz częściej pojawia się też pytanie, czy przyjęta strategia nie prowadzi do sytuacji, w której Europa – zamiast wzmacniać własną gospodarkę – wprowadza regulacje osłabiające jej pozycję w globalnej konkurencji. Zdaniem krytyków tak postawione cele klimatyczne mogą okazać się nie tylko niemożliwe do osiągnięcia, ale także społecznie i gospodarczo druzgocące dla krajów członkowskich.