Dziennikarze The Washington Post informują, że Biały Dom, opierając się na danych wywiadowczych, nie miał powodów twierdzić, że Iran stanowi realne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych.

To jednak przedstawiciele Izraela i Arabii Saudyjskiej mieli przekonać prezydenta USA, że teraz jest najlepszy moment, by zaatakować Iran.

Powołując się anonimowe źródła, gazeta informuje, że saudyjski następca tronu książę Mohammed bin Salman w ciągu minionego miesiąca wielokrotnie dzwonił do Trumpa na jego prywatny numer telefonu.

Miał on przekonywać Amerykanów, że Iran wkrótce stanie silniejszy i bardziej niebezpieczny, wobec czego najlepiej zaatakować ten kraj teraz. Stanowisko saudyjskiego księcia poparł jego brat, minister obrony Arabii Saudyjskiej Khalid bin Salman.

„Do ataku doszło pomimo ocen amerykańskiego wywiadu, że siły irańskie prawdopodobnie nie będą stanowić bezpośredniego zagrożenia dla kontynentalnych Stanów Zjednoczonych przez najbliższą dekadę. Operacja ta stanowiła odejście od długoletniej praktyki USA, polegającej na powstrzymywaniu się od podejmowania szeroko zakrojonych działań mających na celu obalenie reżimu w kraju liczącym ponad 90 milionów mieszkańców. Stanowiła również zdecydowaną zmianę w porównaniu z poprzednimi operacjami wojskowymi Trumpa, które miały znacznie węższy zakres” – czytamy.