Kiedy po wybuchu wojny na Ukrainie w Polsce wystrzeliły ceny paliw, rząd Mateusza Morawieckiego obniżył stawkę VAT i akcyzę paliwową. Mimo to Donald Tusk przekonywał wówczas, że gdyby to on był premierem, to w jeden dzień sprawiłby, że paliwo byłoby jeszcze tańsze. Sytuacja zmieniła się jednak, kiedy koalicja Donalda Tuska doszła do władzy. Teraz premier przekonuje, że to nie on odpowiada za ceny na stacjach benzynowych.

Wskutek wydarzeń na Bliskim Wschodzie drastycznie podrożała ropa, przez co dziś za litr oleju napędowego trzeba zapłacić w Polsce ponad 8 zł, a ceny benzyny 95 przekraczają 7 zł. Rząd dotychczas nie podjął jednak żadnych działań.

- „Słyszeliście państwo też o tym, że pewne działania zostały już podjęte przez naszego największego producenta. Minister Balczun razem z Orlenem podejmował pewne działania, Orlen podejmował pewne działania. Proszę pamiętać, że spektrum narzędzi, którymi my dysponujemy jest ograniczony”

- przekonywał dziś na antenie Radia ZET minister ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciej Berek.

Gospodarz programu zauważył, że rząd mógłby, jak robił to rząd Mateusza Morawieckiego, obniżyć VAT i akcyzę.

- „Można różne rzeczy wykonać i te wszystkie rzeczy są w namyśle i są przygotowane. Obserwujemy tę sytuację i nie podejmujemy tych działań pochopnie. My musimy patrzeć na to w perspektywie takiej, w jakiej ta sytuacja może się jeszcze niestety rozwijać”

- odpowiedział minister.

Tymczasem, wedle badania United Surveys by IBRiS zrealizowanego dla Wirtualnej Polski, blisko 70 proc. Polaków oczekuje interwencji rządu w tej sprawie.