Ojciec Święty napisał kilka dni temu list do księży w Madrycie. W krótkim tekście zaprezentował swoje rozumienie kapłaństwa. Jest bardzo tradycyjne, całkowicie wolne od rewolucyjnego ducha.
Leon XIV zaczął od bolesnej, ale przenikliwej diagnozy współczesności. Podkreślił, że głoszenie chrześcijaństwa stało się dziś wyjątkowo trudne. Przez długie wieki wspólne były nam język moralny, wielkie pytania o sens życia, wiele fundamentalnych pojęć. To się skończyło, wspólnota osłabła. Dlatego nie są już oczywiste koncepcje, które sprzyjały w przeszłości głoszeniu Ewangelii. Często nie są nawet zrozumiałe. „Ewangelia trafia nie tylko na obojętność, ale również na inny horyzont kulturowy, w którym słowa nie znaczą już tego samego” - napisał w liście. Zdaniem papieża nie oznacza to jednak, że Ewangelii nie da się głosić, bynajmniej. „Absolutyzacja dobrobytu nie przyniosła upragnionego szczęścia; wolność oderwana od prawdy nie przyniosła obiecanej pełni; a sam postęp materialny nie zaspokoił głębokiego pragnienia ludzkiego serca” - stwierdził. Dlatego zdaniem Ojca Świętego zwłaszcza wielu młodych ludzi jest pełnych nowego niepokoju. Niektórzy otwierają się w efekcie na szczere i autentyczne poszukiwanie, które może ich doprowadzić z powrotem do Chrystusa. Właśnie tu Leon XIV dostrzega przestrzeń dla księży. „Dla kapłanów nie jest to cas wycofania się czy rezygnacji, ale wiernej obecności i hojnej dyspozycyjności” – zaznaczył.
Papież bardzo wyraźnie podkreślił, że księża działający w obecnych warunkach muszą dbać o żywą relację z Bogiem, która będzie karmić się Eucharystią. Stanowczo podkreślił, że Kościół katolicki nie potrzebuje żadnych rewolucji w obszarze kapłaństwa - chodzi raczej o głębsze wejście w to, czym Kościół już dysponuje. „Nie chodzi o wymyślanie nowych modeli ani o redefiniowanie tożsamości, którą otrzymaliśmy. Chodzi o ponowną, intensywną propozycję kapłaństwa w jego najgłębszej istocie - bycia alter Christus” - wskazał. Ksiądz powinien pozwolić, żeby Chrystus kształtować jego życie i posługę w służbie ludziom.
Następnie podkreślił trzy zasadnicze cechy kapłaństwa, które sprawiają, że choć kapłan żyje w świecie, nie jest ze świata. To celibat, ubóstwo i posłuszeństwo - „nie jako zaprzeczenie życia, ale jako konkretna forma, która pozwala kapłanowi całkowicie należeć do Boga, nie przestając poruszać się wśród ludzi”. Papież wezwał też księży do sprawowania sakramentów „z godnością i wiarą, świadomi, że to, co się w nich dokonuje, jest prawdziwą siłą budującą Kościół i że są one ostatecznym celem, do którego zmierza cała nasza posługa”.
Obraz kapłaństwa zaprezentowany przez Leona XIV jest całkowicie tradycyjny. Próżno szukać w nim jakichkolwiek wątków rewolucyjnych, tak bliskich katolicyzmowi germańskiemu, który święcił triumfy za pontyfikatu Franciszka. Ojciec Święty wymienia celibat na pierwszym miejscu wśród cech odróżniających kapłana od świata, nie decydując się na żadną jego krytykę – nie pierwszy już zresztą raz, bo w podobnym tonie wypowiedział się przed ponad miesiącem w innym liście. Nie ma u Leona żadnej fascynacji reformistyczną ideologią, która widzi w bezżenności księży samo zło i rzekome źródło problemów Kościoła. „Nie chodzi o wymyślanie nowych modeli ani redefiniowanie tożsamości” – mówi papież. To dokładne zaprzeczenie niemieckiej Drogi Synodalnej, którą tolerował i podgrzewał Franciszek, wprowadzając Kościół na „synodalne tory”.
Nie ma tu również uwiedzenia charyzmatyzmem, który lekceważy kapłaństwo urzędowe i próbuje przedstawiać świeckich jako niemal identycznych z księżmi. Skupienie na Eucharystii, wezwanie do godnego sprawowania kultu, podkreślenie roli i wagi sakramentów – to normalny, katolicki obraz, całkowicie sprzeczny z charyzmatyczną swobodą, która zamienia sakramentalność Kościoła na emocje i subiektywne poczucie „relacji z Jezusem” pod wodzą jakiegoś samozwańczego świeckiego lidera.
Wygląda na to, że papież Leon XIV postanowił wrócić do normalności. To dobrze, bo w ostatnich latach księża na całym świecie przestawali rozumieć, do czego w ogóle są. Chaos wywołany pontyfikatem Franciszka z jego synodalnością dawał się mocno we znaki kapłańskiej tożsamości.
Teraz trzeba pójść jeszcze krok dalej, sięgając do ducha tradycyjnej liturgii, tak, by przywrócić kapłaństwu całą należną mu godność, odwracając to, co zepsuto w pospiesznych reformach po II Soborze Watykańskim. Oby i na to zdecydował się papież Leon.
Paweł Chmielewski
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
