Posłanka poinformowała, że osoba pracująca na oddziale położnictwa, będąca w strukturach KO, zrobiła jej „przysługę” zapisując ją na wspomniane badanie. Dodała, że po kilku tygodniach pojawił się wolny termin i badanie zostało wykonane. Sprawa wyszła na jaw, a położna została wezwana do złożenia wyjaśnień. Posłanka uważa, że powodem była jej przynależność partyjną.
Kontrola przeprowadzona w placówce wykazała jednak, że doszło do przyjęcia poza kolejnością bez medycznego uzasadnienia. Szpital podkreślił w oficjalnym piśmie, że o przyspieszeniu terminu może decydować wyłącznie lekarz, kierując się stanem zdrowia pacjenta. W tym przypadku taka sytuacja nie miała miejsca - czytamy. W efekcie badanie nie zostanie rozliczone z NFZ, choć placówka nie zażądała zwrotu kosztów od pacjentki.
Co istotne, wcześniej posłanka publicznie wspierała szpital i apelowała o zwiększenie finansowania. Po ujawnieniu sprawy jej ton uległ zmianie. W kolejnych wystąpieniach zaczęła wskazywać na problemy w zarządzaniu placówką oraz kwestie przejrzystości finansowej.
Małgorzata Pępek problemy nie widzi. Podkreśla, że jako osoba opłacająca składki zdrowotne ma prawo do korzystania ze świadczeń, a całą sytuację określa jako niepotrzebne zamieszanie. Szpital przyznaje, że doszło do nieprawidłowości, ale zapewnia, że takie przypadki są analizowane, a odpowiednie procedury wdrażane.
