Według rosyjskiego MSZ kraje bałtyckie mają rzekomo „dyskryminować” ludność rosyjskojęzyczną, ograniczać użycie języka rosyjskiego i prowadzić politykę „rusofobii”. Jak podał The Moscow Times, przedstawiciel rosyjskiej dyplomacji zapowiedział skierowanie sprawy do trybunału ONZ.
„Wszelkie próby rozwiązania różnic w drodze negocjacji są bezowocne. W tym względzie będziemy musieli oczywiście przenieść nasze roszczenia na drogę sądową” — oświadczył przedstawiciel rosyjskiego MSZ.
Były zastępca sekretarza generalnego ONZ Siergiej Ordżonikidze przyznał jednak, że cała inicjatywa ma przede wszystkim wymiar polityczny.
„Trudno przewidzieć, kiedy sprawa trafi na wokandę i jak będzie rozpatrywana” — powiedział rosyjski dyplomata, dodając, że postępowanie może potrwać „latami”.
Eksperci zwracają uwagę, że retoryka „obrony rosyjskojęzycznej ludności” wielokrotnie pojawiała się w rosyjskiej polityce przed działaniami militarnymi lub próbami destabilizacji państw sąsiednich. Moskwa używała podobnych argumentów przed wojną z Gruzją w 2008 roku, aneksją Krymu w 2014 roku oraz pełnoskalową inwazją na Ukrainę w 2022 roku.
Dodatkowe obawy wzbudziła przyjęta niedawno przez rosyjską Dumę ustawa rozszerzająca możliwość użycia sił zbrojnych poza granicami Federacji Rosyjskiej „w celu ochrony obywateli rosyjskich”. Dokument przewiduje możliwość interwencji także w przypadku zatrzymania Rosjan lub prowadzenia wobec nich postępowań przez międzynarodowe instytucje prawne.
Po rozpoczęciu wojny na Ukrainie państwa bałtyckie znacząco ograniczyły wpływy rosyjskie, zaostrzyły przepisy dotyczące propagandy Kremla oraz rozpoczęły demontaż części sowieckich pomników. Władze w Rydze, Tallinnie i Wilnie argumentują, że działania te wynikają z bezpieczeństwa narodowego oraz potrzeby zerwania z dziedzictwem sowieckiej okupacji.
Pojawia się jednak pytanie, czy obecne groźby Moskwy mają realny wymiar militarny. Rosja pozostaje głęboko uwikłana w kosztowną i wyniszczającą wojnę przeciwko Ukrainie, ponosząc ogromne straty sprzętowe i ludzkie. Coraz częściej analitycy wskazują więc, że podobne deklaracje mogą być przede wszystkim elementem polityki zastraszania sąsiadów oraz próbą „napinania muskułów” wobec własnego społeczeństwa w sytuacji braku wyraźnych sukcesów tzw. „operacji specjalnej”.
W państwach NATO rośnie jednocześnie przekonanie, że Kreml coraz częściej wykorzystuje presję psychologiczną, wojną informacyjną i groźby polityczne jako narzędzia destabilizacji regionu. Sama procedura przed trybunałem ONZ może potrwać wiele lat i — jak przypominają eksperci prawa międzynarodowego — nie daje Rosji żadnych automatycznych instrumentów egzekwowania swoich żądań.
Zenon Witowski
