Jutro Węgrzy zadecydują o tym, kto wygra wybory parlamentarne - czy kierowany przez V. Orbana Fidesz czy kierowana przez P. Magyara TISZa.
Nie chcę włączać się w spekulacje, kto ma większe szanse, na temat jakości "sondaży" i niezliczonej ilości bzdur, które na temat V. Orbana kolportowali nie tylko jego zdefiniowani wrogowie w Polsce, ale również część środowisk prawicowych, które zupełnie nie są w stanie pojąć uwarunkowań relacji Węgier z Rosją. Pisałem już o tym nie raz, także w kontekście wyborów sprzed czterech lat. Przypomnę, że wtedy głownie atakowano Orbana za rzekome niezrozumienie Zełenskiego. Teraz po latach, nie ma praktycznie nikogo, kto nie miałby na temat ukraińskiego prezydenta opinii takich, jakie od początku formułował Orban. Ale zostawiając to, istotne jest kto jest rywalem Orbana w tych wyborach.
Peter Magyar otrzymał bezwarunkowe i totalne wsparcie Brukseli i praktycznie wszystkich stolic Unii Europejskiej. Zrobiono z niego człowieka, który ma skończyć z "reżimem Orbana". Dla Brukseli bowiem uzyskanie po raz piąty demokratycznego mandatu jest czymś, co przekracza możliwości zrozumienia.
Co jednak zadecydowało o tym, że to właśnie Magyar ma być owym "wyzwolicielem" Węgier?
P. Magyar był mężem Judith Vargi, jednej z najwybitniejszych postaci węgierskiej polityki. Była ona przez wiele lat prawą ręką V. Orbana, wielu widziało w niej jego następczynię. Jako minister sprawiedliwości i minister do spraw europejskich przez niemal dziesięć lat z niezwykłą skutecznością broniła Węgry w Brukseli. Wzbudzała popłoch wśród brukselskiej elity, bezlitośnie masakrując ich swoim prawniczym kunsztem. J. Varga zyskała uznanie wszystkich, najważniejszych ośrodków prawniczych w Europie - także wśród jej przeciwników. J. Varga była naprawdę KIMŚ.
Było dla mnie nie tylko zaszczytem poznać się z Panią Judith, ale również prowadzić z Nią rozmowy, których walor intelektualny był na najwyższym poziomie.
Wiosną 2023 roku w okresie walki wyborczej do Europarlamentu, J. Varga stała na czele listy Fideszu i prowadziła tę kampanię. To właśnie wtedy Bruksela uruchomiła akcję "P. Magyar". W tym momencie małżeństwo J. Vargi i P, Magyara było już praktycznie w rozkładzie. J. Varga wobec trwających od wielu lat przemocowych zachowań męża wraz z trzema synami zamieszkała osobno. Pamiętam dobrze, kiedy w czerwcu 2023 roku opowiadała mi o tej tragedii i widziałem w niej Osobę, która straszliwie cierpi. Cierpiała nie tyle z powodu własnych przeżyć - bo jest naprawdę silną kobietą - i życiowego zawodu. Cierpiała straszliwie z powodu skali krzywdy, jaką P. Magyar wyrządził jej (i swoim) synom. Szczerze powiedziawszy, to co mówiła - a wiem, że przecież to była tylko cząstka prawdy - pozwoliło mi zrozumieć, iż J. Epstein mógłby się naprawdę wiele nauczyć od P. Magyara. Zaraz po powrocie do Budapesztu - spotkaliśmy się wtedy w Warszawie - J. Varga zrezygnowała z kandydowania i wycofała się z polityki. Postanowiła ratować swoich synów, przeżywających koszmarne dzieciństwo z powodu zwyrodniałego ojca. O tragedii Jej dzieci i Jej osobiście wiedziało wiele osób. Wiedzieli też ludzie w Brukseli, wiedziała osobiście przewodnicząca KE Ursula v.d. Leyen. Podobno kobieta i matka siedmiorga dzieci. Kto jak kto, ale wydawałoby się że ona, forsująca politykę godnościową wobec kobiet i dbająca o dzieci w Europie, powinna mieć zrozumienie, co niesie za sobą popieranie takiego zwyrodnialca jak Magyar.
Ale to właśnie kogoś takiego Bruksela zaczęła lansować na premiera Węgier. Co więcej, szczelna medialna zmowa, nie pozwoliła, aby w jakikolwiek sposób ów godny Epsteina dorobek tego degenerata, ujrzał światło dzienne. Nawet wtedy, gdy J. Varga zdecydowała się wydać na ten temat książkę, dziwnym trafem nikt z europejskiego mainstreamu tego nie zauważył.
Oprócz "dokonań" rodzinnych P. Magyar jest znany ze swego uzależnienia od narkotyków, alkoholu, a także zaangażowania w niezliczone związki z kobietami (i być może nie tylko). Sprawy te wyszły zresztą częściowo w kampanii wyborczej, ale brukselski mainstream odpowiedział - aby to przykryć - fałszywkami o rzekomym przekazywaniu przez Orbana "tajnych" informacji Putinowi. Ta zagrywka miała służyć ratowaniu "wizerunku" degenerata.
Ale jest w tej historii i wątek polski.
Zastanawia Państwa zapewne, dlaczego D. Tusk znowu tak bardzo zaangażował się w węgierskie wybory i zdecydowanie wsparł Magyara. To akurat jest stosunkowo proste. Ostatnio pojawiają się niemal kaskadowo informacje, o "zamiłowaniach" ludzi PO czy to w Kłodzku, czy w Złotowie czy w Szczecinie. Ta lista będzie się zresztą poszerzać. I wiemy jak na te sprawy reaguje sam D. Tusk i platformerska ferajna kierownicza. To ci sami ludzie, którzy z pianą na gębach, żądali "pełnego wyjaśnienia roli Karola Wojtyły" w rzekomym kryciu pedofilii. Teraz nic nie wiedzą, nic nie słyszeli...
W tym kontekście poparcie dla Magyara wpisuje się całkowicie w naturę tego środowiska i osobiście D. Tuska. I odwrotnie, stosunek do partyjnych afer pedofilskich D. Tuska i jego ferajny znajduje logiczne zwieńczenie w poparciu dla Magyara.
