To zdanie wybrzmiewa szczególnie mocno, bo nie dotyczy pojedynczej decyzji czy konkretnej sprawy. Jest oskarżeniem systemowym. W ujęciu prezesa PiS obecna władza nie tylko popełnia błędy – ona, jak wynika z jego słów, podważa fundamenty funkcjonowania państwa.

Jeszcze dalej idzie diagnoza dotycząca jakości życia publicznego. Kaczyński nie pozostawia pola do interpretacji: „Nasza dzisiejsza rzeczywistość życia publicznego to kłamstwo, kłamstwo i jeszcze raz kłamstwo”.

Taka ocena oznacza w praktyce zarzut, że komunikacja władzy – jej przekaz, decyzje i narracja – nie opierają się na prawdzie, lecz na świadomym budowaniu fałszywego obrazu rzeczywistości. To oskarżenie szczególnie poważne, bo uderza w samo zaufanie obywateli do instytucji państwa.

Jeśli bowiem – jak wskazuje Kaczyński – „kłamstwo” staje się metodą działania, to polityka przestaje być sporem o racje, a zaczyna być grą o kontrolę nad percepcją społeczną.

Najostrzejszy wymiar tej krytyki dotyczy sprawy katastrofy smoleńskiej. Kaczyński mówi wprost: „W centrum dzisiejszego kłamstwa jest kłamstwo smoleńskie. Ciągle trwa”.

W tym ujęciu obecna władza nie jest jedynie biernym uczestnikiem sporu o interpretację wydarzeń z 2010 roku. Jest – według tej narracji – aktywnym elementem podtrzymywania określonej wersji wydarzeń, która ma wypierać inne interpretacje z przestrzeni publicznej.

To zarzut szczególnie ciężki, bo dotyczy nie tylko przeszłości, ale i teraźniejszości. Jeśli bowiem – jak wskazuje Kaczyński – sprawa Smoleńska „wchodzi w nasze życie publiczne” i „wchodzi w nasz język”, to oznacza, że sposób jej opisywania staje się narzędziem wpływu politycznego.

W tym kontekście pojawia się wezwanie, które ma wyraźnie mobilizacyjny charakter: „Polak nie może być tchórzem (…) żeby mówili prawdę, mówili o zamachu smoleńskim”.

Te słowa można odczytać jako apel do społeczeństwa, ale jednocześnie jako oskarżenie wobec tych, którzy – zdaniem Kaczyńskiego – milczą lub akceptują dominującą narrację. W tle pojawia się więc sugestia, że obecna władza nie tylko działa niewłaściwie, ale również wywiera presję na język debaty publicznej.

Wystąpienie prezesa PiS jest czymś więcej niż polityczną polemiką. To próba zdefiniowania obecnej władzy jako systemu, który:

  • odchodzi od zasad państwa prawa,
  • buduje swoją narrację na kłamstwie,
  • wpływa na sposób mówienia o kluczowych wydarzeniach historycznych,
  • i – co najważniejsze – nie realizuje interesów państwa.

„Nie ma realizacji polskich interesów. Nie ma ich obrony” – ten fragment przemówienia stanowi kulminację tej krytyki.

Niezależnie od tego, jak ocenia się słowa Jarosława Kaczyńskiego, jedno jest pewne: jego wystąpienie nie jest zwykłym głosem opozycji. To oskarżenie o charakterze ustrojowym – dotyczące tego, czy państwo działa według zasad, czy według bieżącej kalkulacji politycznej.

A to oznacza, że spór, który dziś obserwujemy, nie dotyczy już tylko interpretacji Smoleńska. Dotyczy tego, czym jest państwo i na jakich fundamentach powinno się opierać.