Jak ustalił reporter Polsat News Wojciech Gaweł, system zawyżał średnią prędkość pojazdów o około siedem kilometrów na godzinę. Problem dotyczył pomiarów wykonywanych od 29 kwietnia do 4 maja. W tym czasie automatycznie wygenerowano około dwóch tysięcy mandatów na podstawie błędnych danych.
Nieprawidłowości zauważyli sami kierowcy ciężarówek. „Pierwsze sygnały zgłosili kierowcy ciężarówek. Zauważyli oni rozbieżności pomiędzy odczytami z systemu a zapisami z tachografów i danymi GPS” – poinformował dziennikarz.
Sprawa wywołała duże poruszenie wśród kierowców korzystających z trasy prowadzącej do Szczecin. Wielu z nich przyznawało w mediach społecznościowych, że byli zaskoczeni wysokością wskazywanej prędkości, ponieważ – jak twierdzili – jechali zgodnie z przepisami. Dopiero porównanie danych z urządzeń GPS i tachografów pozwoliło wykazać skalę problemu.
Według ustaleń stacji za błąd nie odpowiadał system CANARD, lecz dostawca technologii – Sprint S.A.. Firma przyznała, że podczas legalizacji urządzenia błędnie wpisano długość kontrolowanego odcinka. Wobec osoby odpowiedzialnej za pomyłkę miały zostać wyciągnięte konsekwencje służbowe.
„Wszystkie przypadki przekroczenia prędkości na tym odcinku, zarejestrowane od 29 kwietnia do 4 maja, zostały anulowane” – przekazał reporter. Oznacza to, że kierowcy nie poniosą żadnych konsekwencji prawnych ani finansowych.
Przedstawiciele systemu nadzoru ruchu drogowego zapewniają, że problem miał charakter incydentalny i dotyczył wyłącznie jednego punktu pomiarowego na A6. Urządzenie zostało już ponownie zalegalizowane, a wykonawca zapowiedział wprowadzenie dodatkowych procedur kontrolnych.
