Decyzja rumuńskiego ministra obrony Radu Miruțy, który odmówił podpisania kontraktów droższych o 30 proc., nie jest jedynie gestem politycznym. To sygnał ostrzegawczy wobec modelu, który może sprzyjać windowaniu cen w ostatniej fazie negocjacji. „Nie akceptujemy cen napompowanych o 30% tylko dlatego, że podpisujemy umowy pod presją czasu” – powiedział minister, trafnie diagnozując istotę problemu.

Program SAFE, choć przedstawiany jako narzędzie wzmacniania bezpieczeństwa Europy, w praktyce tworzy warunki do sytuacji, w której państwa członkowskie negocjują pod presją terminu, a nie realnej konkurencji rynkowej. Ograniczony czas na podpisanie umów – do końca maja 2026 roku – stawia rządy w trudnej pozycji. Z jednej strony rosnące zagrożenia geopolityczne, z drugiej – konieczność podejmowania decyzji finansowych bez pełnej kontroli kosztów.

Nagłe podwyżki cen, pojawiające się tuż przed finalizacją kontraktów, budzą szczególne kontrowersje. Trudno je tłumaczyć wyłącznie wzrostem kosztów produkcji czy inflacją. W wielu przypadkach przypominają raczej wykorzystanie sytuacji negocjacyjnej, w której odbiorca – państwo – ma ograniczone pole manewru.

Jeszcze bardziej niepokojący jest brak adekwatnego wzrostu wartości dodanej po stronie zamawiającego. Rumunia wskazuje wprost, że podwyżki nie idą w parze ani z większym transferem technologii, ani z realnym wsparciem dla lokalnego przemysłu. Oznacza to, że miliardy euro mogą w dużej mierze zasilić zagraniczne koncerny, nie budując trwałych zdolności obronnych w krajach regionu.

Sprawa ma także wymiar precedensowy. Jeśli Rumunia zdecyduje się zablokować lub renegocjować kontrakty, może to zachęcić inne państwa – w tym Polskę – do przyjęcia bardziej asertywnej postawy wobec dostawców uzbrojenia. Z drugiej strony brak reakcji oznaczałby utrwalenie modelu, w którym państwa płacą więcej, niż wynikałoby to z realnych warunków rynkowych.

Program SAFE miał być odpowiedzią na zagrożenia militarne i impulsem do rozwoju europejskiego potencjału obronnego. Tymczasem coraz częściej jawi się jako mechanizm, który – bez odpowiednich zabezpieczeń – może prowadzić do nieefektywnego wydatkowania środków publicznych i uzależnienia od zewnętrznych dostawców.