To wydarzenie może mieć istotne znaczenie dla układu sił w jednym z największych polskich miast. Referendum nie dotyczy wyłącznie osoby prezydenta – jego wynik zdecyduje również o przyszłości całej Rady Miasta Krakowa.
Warunkiem ważności głosowania będzie frekwencja. Jak podają media, aby wynik był wiążący, do urn musi pójść co najmniej 3/5 liczby wyborców uczestniczących w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2024 roku. W praktyce oznacza to konieczność udziału ponad 158 tysięcy mieszkańców w przypadku głosowania nad odwołaniem prezydenta oraz niemal 180 tysięcy w odniesieniu do Rady Miasta.
Aleksander Miszalski objął urząd po zwycięstwie w drugiej turze wyborów samorządowych w kwietniu 2024 roku, uzyskując 133 703 głosy. Jego rywalem był Łukasz Gibała, który zdobył 128 269 głosów. Różnica między kandydatami była niewielka, co – zdaniem komentatorów – może mieć znaczenie w kontekście mobilizacji wyborców przed referendum.
Obecnie większość w Radzie Miasta Krakowa posiada koalicja skupiona wokół Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy. Opozycję tworzą m.in. radni Prawa i Sprawiedliwości oraz środowisko związane z Łukaszem Gibałą.
Jak wskazują relacje medialne, m.in. Polsat News, referendum jest efektem narastającego sporu politycznego i napięć wokół zarządzania miastem. Tego typu głosowania należą do rzadkości i wymagają znacznej mobilizacji społecznej, aby osiągnąć wymagany próg frekwencyjny.
W najbliższych tygodniach Kraków stanie się więc areną intensywnej kampanii – zarówno zwolenników odwołania władz miasta, jak i tych, którzy będą bronić obecnego układu rządzącego. Ostateczny werdykt należeć będzie jednak do mieszkańców.
