West Point Modern War Institute to organizacja, która zajmuje się badaniem współczesnego pola walki na rzecz chyba najbardziej znanej na świecie amerykańskiej akademii wojskowej West Point. Autor tekstu również nie jest byle kim, tylko doświadczonym pilotem i instruktorem szkolącym pilotów MQ-9 Reaper, który ma za plecami 2700 godzin lotów bojowych na tym dronie.

Link do oryginału zamieszczam niżej. Główne tezy artykułu, skrótowo:

--- MQ-9 Reaper stworzony został do operowania w warunkach Bliskiego Wschodu. Nie pasuje do wschodniej Europy i będzie prawie na pewno uziemiony w trudnych warunkach zimowych.
Cena jednostkowa MQ-9 w tej chwili wynosi ok. 30 mln dolarów. Polska zapłaciła 300 mln za trzy drony + infrastrukturę i wyszkolenie pilotów.

--- Autor tekstu, jako osoba, która wykonała ogromną liczbę misji bojowych na MQ-9, opisuje zalety tego drona, opisuje go jako bardzo dobre narzędzie do precyzyjnych uderzeń na daleką odległość. Jednak podkreśla, że dron ten jest wrażliwy i jego wartość bojowa mocno spada w trudnych warunkach pogodowych i w agresywnym otoczeniu. Ze względu na swoją wysoką cenę, ze względu na wymagania dotyczące infrastruktury niezbędnej do operowania tego typu dronem, w praktyce jego użycie wymaga absolutnej dominacji w powietrzu i wyczyszczenia terytorium, na którym dron działa, z wrogich systemów OPL. Mimo to należy liczyć się ze stratami. W obecnej wojnie na Bliskim Wschodzie, mimo posiadania niezbędnej infrastruktury, idealnych warunków pogodowych i dominacji w powietrzu, USA utraciły już 16 tego typu dronów za kwotę ok. 0,5 mld dolarów.

--- Z tego powodu, że dron ten jest bardzo drogi i cenny, szkolenie pilotów również jest długotrwałe i drogie. Kurs trwa ponad rok.
Autor podkreśla, że w warunkach wojny z Rosją Polska prawdopodobnie nie będzie znajdować się w tak dogodnych warunkach jak USA na Bliskim Wschodzie i dlatego prawdopodobnie straci te drony bardzo szybko, bez możliwości uzupełnienia tych strat.

--- Obraz współczesnej wojny, tak na Ukrainie, jak i na Bliskim Wschodzie, dość mocno się zmienił i pokazuje, według autora, że masowo wytwarzane niedrogie systemy, przy zachowaniu zdolności precyzyjnego uderzenia, dominują nad starymi, drogimi i bardzo zaawansowanymi systemami produkowanymi w bardzo małych ilościach. Autor tutaj porównuje zakup trzech MQ-9 za 300 mln z systemami, które dają zdolności „długiej ręki” Ukraińcom i Rosjanom, a których koszt wynosi od 10 000 do 200 000 dolarów w zależności od typu drona i jego zasięgu.

--- Autor podkreśla, że szkolenie pilota na Ukrainie i w Rosji również trwa o wiele krócej, co jest bezpośrednio związane z wartością systemu, który w warunkach tych ostatnich dwóch państw jest w praktyce latającą amunicją. I nawet w wypadku dronów głębokiego rozpoznania ich cena również powoduje, że nikt nie ma obaw przed utratą tych systemów. Szybki cykl i niski koszt szkolenia pozwalają z kolei przygotować nieporównywalnie więcej pilotów, a to z kolei zwiększa znacząco możliwości w użyciu dronów i siłę „salwy”.

--- Podsumowanie tekstu jest dla nas przykre, bo autor podkreśla, że to, co sprawdziło się w Afganistanie i Iraku, nie ma sensu w korytarzu suwalskim, w naszych warunkach. Podkreśla, że gdybyśmy współpracowali z Ukrainą, to za kwotę 300 mln bylibyśmy w stanie wyszkolić setki pilotów i posiadać pokaźną flotę dronów dalekiego zasięgu. No i ma nadzieję, że inne państwa europejskie nie pójdą naszym śladem i nie będą robić podobnych błędów.

Od siebie dodam, że oczywiście MQ-9 jest dronem zupełnie innej klasy niż masowo używane na Ukrainie drony kamikadze dalekiego zasięgu. Rosjanie mają systemy podobnej klasy, ale ich nie bardzo rozwijają, bo uznali, że jest to bez sensu właśnie z przyczyn, które opisał ten amerykański oficer. W wojnie na Ukrainie czy też obecnie na Bliskim Wschodzie jest zupełnie inna logika użycia dronów dalekiego zasięgu. Chodzi o budowanie rojów dronów, łączy się je w sieć, gdzie różne drony mają różne zadania, a ich lot jest korygowany na żywo. Mogą one przeprowadzić saturacyjny atak, przeciążając obronę przeciwlotniczą w konkretnym punkcie. Koszt tych systemów jest tak niski, że nawet przy ataku powiedzmy 30 dronami na jeden obiekt i zestrzeleniu 90%, cel i tak zostanie porażony, wyczerpując w dodatku zdolności obrony przeciwlotniczej. Za cenę jednego MQ-9, którego użycie wymaga dominacji w powietrzu, można zbudować flotę 500–800 dronów typu FP-1 czy Shahed, które zniszczą cele bez względu na to, jak dobra jest obrona przeciwlotnicza.

Kluczowym pytaniem więc nie jest to, czy MQ-9 jest dobrym dronem, bo jest..., tylko to, jaki typ wojny zamierzamy prowadzić. MQ-9 Reaper jest świetnym narzędziem, ale tylko dla kogoś, kogo na te zdolności używane w odpowiedni sposób stać. I problem polega na tym, że nawet US Army dochodzi w tej chwili do wniosku, że ich na to nie stać. Dlatego już w wojnie z Iranem pojawił się w sporej liczbie amerykański odpowiednik Shaheda – dron dalekiego zasięgu LUCAS (Low-cost Uncrewed Combat Attack System).

Mikołaj Susujew