Mariusz Paszko, Fronda.pl: Jak ocenia Pan inicjatywy zmierzające do uznania gwary śląskiej za odrębny język regionalny?

Marek Jakubiak, poseł Kukiz’15, prezes partii Wolnych Republikanów: Powiem wprost – uważam to za poważną przesadę. W Polsce funkcjonuje wiele gwar: warszawska, podhalańska, kurpiowska czy wielkopolska. Nikt jednak nie postuluje tworzenia „języka warszawskiego” ani „języka kurpiowskiego”. Kaszubszczyznę także wyróżnia się specyfiką i bogatą tradycją, ale pozostaje częścią polskiego dziedzictwa kulturowego, a nie projektem o charakterze politycznym.

W przypadku śląskiego widzę coś więcej niż tylko debatę lingwistyczną. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że tu chodzi o zupełnie inny cel. To nie jest kwestia językoznawcza, lecz polityczna. W mojej ocenie to pierwszy krok w stronę budowania odrębności, która może prowadzić do separacji Śląska od Polski.

Zwolennicy ustawy podkreślają jednak, że to kwestia językoznawcza. Jak odnosi się Pan do opinii autorytetów, takich jak prof. Jan Miodek czy prof. Jerzy Bralczyk?

Właśnie to jest bardzo istotne. Zarówno prof. Miodek, jak i prof. Bralczyk jasno wskazują, że śląski to gwara, dialekt języka polskiego, a nie odrębny język w sensie systemowym. Nie ma własnej, wykształconej normy literackiej ani pełnej autonomii gramatycznej. To pokazuje, że argument językoznawczy jest w dużej mierze pretekstem. Skoro autorytety w tej dziedzinie mówią jednoznacznie, to trudno traktować ten projekt jako neutralny kulturowo. W mojej ocenie – jak już powiedziałem - to inicjatywa o charakterze politycznym.

Co ma Pan na myśli?

Część środowisk, które odwołują się do pojęcia „heimat”, czyli ojczyzny w znaczeniu niemieckim, buduje narrację o Śląsku jako odrębnej wspólnocie, niekoniecznie tożsamej z polskością. To nie jest przypadek, że takie postulaty pojawiają się właśnie teraz. Moim zdaniem wykorzystuje się sytuację polityczną, w której obecne władze dążą do coraz większego rozmywania suwerenności państw narodowych w strukturach unijnych.

Jeżeli dziś uznamy śląski za język regionalny, to jutro pojawią się postulaty autonomii. A autonomia jest zawsze pierwszym krokiem w kierunku separacji. Historia Europy pokazuje, że takie procesy zaczynają się od symboli, kultury, języka, a kończą na roszczeniach politycznych.

Przeciwnicy tej tezy twierdzą, że to wyłącznie kwestia kultury i ochrony dziedzictwa.

Oczywiście, kultura regionalna jest wartością i nikt jej nie kwestionuje. Problem polega na tym, że uznanie gwary za język uruchamia określone konsekwencje prawne i finansowe. Oznacza to obowiązkową naukę w szkołach, programy edukacyjne, finansowanie z budżetu państwa, a przede wszystkim tworzenie odrębnej narracji tożsamościowej.

To już nie jest tylko folklor czy tradycja. To budowanie tożsamości konkurencyjnej wobec polskości. I to w regionie, który historycznie był terenem silnych napięć narodowych, ale zawsze należał do Polski.

Czy w innych regionach kraju mogłoby to wywołać podobne postulaty?

To właśnie jest ta „puszka Pandory”. Jeśli jeden dialekt uznajemy za język, to na jakiej podstawie odmówić innym? Mamy mniejszość tatarską, mamy tradycję jidysz, mamy różne wspólnoty historyczne. Czy zaczniemy tworzyć kolejne języki regionalne? Polska po 1989 roku jest państwem w dużej mierze jednolitym narodowościowo. Tworzenie nowych podziałów byłoby niebezpieczne.

II Rzeczpospolita była państwem wielonarodowym, co rodziło poważne napięcia polityczne i społeczne, ale szczęśliwie nam to zawsze udaje się godzić z uwagi na polskie poczucie wolności. Dziś nie powinniśmy wracać do modelu, który może generować konflikty.

Wspomniał Pan o możliwych napięciach na Śląsku.

Tak, i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Historia powstań śląskich pokazuje, że relacje między ludnością polską a niemiecką były dramatyczne. Jeżeli zaczniemy dziś wzmacniać narrację o odrębności narodowej czy językowej, może to prowadzić do odnowienia starych sporów.

Nie twierdzę, że to nastąpi natychmiast, ale tworzenie warunków do takich napięć jest działaniem nieodpowiedzialnym.

Jak w tym kontekście ocenia Pan relacje polsko-niemieckie?

Tutaj widać wyraźną asymetrię. W Polsce mniejszość niemiecka ma zagwarantowaną reprezentację w Sejmie i otrzymuje znaczące środki na naukę języka niemieckiego – mówimy o setkach milionów złotych w skali lat. Tymczasem w Niemczech Polacy nie mają analogicznej reprezentacji, choć są liczniejszą grupą niż Niemcy w Polsce.

Umowa o dobrym sąsiedztwie powinna być realizowana symetrycznie. Jeżeli nie jest, to trzeba tę kwestię podnieść na poziomie państwowym.

Czy uważa Pan, że prezydent powinien zawetować ustawę, jeśli zostanie uchwalona?

Tak. Uważam, że to sprawa o charakterze ustrojowym. Prezydent powinien stanąć na straży jedności państwa. Uznanie śląskiego za język regionalny nie jest niewinną decyzją administracyjną – to decyzja, która może mieć długofalowe skutki polityczne.

Nie chodzi o negowanie śląskiej kultury czy tradycji. Śląsk jest integralną częścią Polski i ma swoją wyjątkową historię. Chodzi o to, by nie tworzyć narzędzi, które w przyszłości mogłyby zostać wykorzystane do osłabiania spójności państwa.

Polska potrzebuje dziś wzmacniania wspólnoty narodowej, a nie eksperymentów, które mogą ją rozchwiać.

Uprzejmie dziękuję Panie Pośle za rozmowę.