Pomnik sowieckiego marszałka, którego sławiono w epoce PRL za zdobycie Krakowa bez większych strat materialnych 12 stycznia 1945 roku powstał stosunkowo późno, bo w 1987 roku.
Musi to budzić pewne zdziwienie, gdyż honorowym obywatelem grodu Kraka sowiecki „połkowodiec” został już w 1945 roku. Dodatkowo w 1976 roku reżyser Jan Łomnicki wyreżyserował film wojenny: „Ocalić miasto” który opowiadał o bohaterskiej grupie zwiadowców Armii Czerwonej pod wodzą dwójki oficerów wywiadu Aleksieja Botiana i Jewgienija Bierezniaka którzy przeniknęli do miasta jeszcze w momencie, gdy trzymali je w swoich rękach Niemcy i wskutek współpracy z polskim podziemiem pomogli oddziałom dowodzonym przez marszałka Iwana Koniewa zdobyć miasto bez walk ulicznych.
Starsi Krakowianie dobrze pamiętali, że w ślad za wojskami Koniewa które wówczas zajmowały Małopolskę , szły czołówki NKWD I Smiersz , które rozpoczęły szybko działania przeciwko oddziałom Armii Krajowej działającym na terenie Ziemi Krakowskiej.
Dlaczego przypomniano sobie o Koniewie akurat w 1987 roku – w momencie, gdy przypadała dość mało okrągła 42 rocznica zajęcia miasta?
Nie jest to dzisiaj jasne, ale ekipa Jaruzelskiego ze wzbogaceniem Krakowa o monument podwładnego Stalina wyszła w bardzo niefortunnym momencie. Polska Ludowa przeżywała już wtedy ewidentny kryzys. Nastroje antysowieckie buzowały na całego. Nic więc dziwnego, że natychmiast planami odsłonięcia pomnika zajęli się satyrycy. W lokalnej popołudniówce „Echo Krakowa” ukazał się wtedy wywiad z twórcą pomnika, rzeźbiarzem prof. Antonim Hajdeckim, prorektorem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i wieloletnim członkiem PZPR. Tekst wywiadu był tak kuriozalny, że aż przyciągnął uwagę młodych artystów z „Piwnicy pod Baranami”.
Jak całą tę sprawę opisywała po latach Magdalena Jankosz, autorka opracowania „Piwnica pod Baranami – historia kilku piosenek”: „Rozmowa z prof. Hajdeckim miała na celu przypomnienie potęgi Koniewa, ale także ukazanie go w codziennych sytuacjach, ujawnienie jego zainteresowań »kochał sztukę«, okazanie go w relacjach z rodziną (»żona i córka opowiadały, że był surowy, jednocześnie łagodny«).
Prof. Hajdecki podkreślał swój osobisty wkład i zaangażowanie nie tylko w tworzenie pomnika, ale i przybliżenie społeczeństwu postaci Koniewa: »tak go ukształtowałem, żeby był bezpośrednio związany z ludźmi«, rzeźbiarz twierdził więc, że zaprzyjaźnił się z wykuwanym w kamieniu marszałkiem. Prasa PRL chciała przedstawić swoich bohaterów nie tylko w ich potędze, ale także jako »kawał duszy człowieka«”.
Wywiad był tak kuriozalnym przykładem skrajnego serwilizmu komunistycznego rzeźbiarza dla oficjalnej ideologii, że aż prosiło się by artyści kabaretowi wzięli ten dziwaczny pean na warsztat. Piosenka, którą zaśpiewał Jacek Wójcicki do muzyki Zbigniewa Preysnera zaczynał się od słów:
Koniew, marszałek Koniew
Wielki jest
Wielki jest! (...)
Żona i córki opowiadały
Że był surowy, jednocześnie łagodny
Kochał sztukę
Suma tych wrażeń zaciążyła
Na ostatecznym zmaganiu z bryłą
Na wyrażeniu ruchu, dynamiki
Mogę powiedzieć sam
Z marszałkiem Koniewem
Albowiem codziennie
byliśmy obaj w pracowni
On był rzeźbiony a ja byłem rzeźbiarzem.”
Wykonanie piosenki o marszałku Koniewie w najpopularniejszym krakowskim kabarecie wykreowało pomnik sowieckiego dowódcy na symbol obciachu obok znienawidzonego przez mieszkańców Nowej Huty pomnika Włodzimierza Lenina.
Nic więc dziwnego, że gdy PRL zaczął się kruszyć już we wrześniu 1990 roku Rada Miasta Krakowa podjęła decyzje o usuwaniu symboli komunistycznego dziedzictwa.
Jako pierwszy został usunięty pomnik Lenina w Nowej Hucie 10 grudnia 1989 roku, a po trzech latach monument sprzedano szwedzkiemu milionerowi Bengtowi Erlandssnowi, który ozdobił nim swój westernowy park rozrywki High Chaparral w Värnamo znajdujący się w południowej Szwecji. Nieco dłużej trwały przymiarki do zdemontowania pomnika Koniewa. Na szczęście w tamtym okresie Związek Sowiecki powoli chylił się ku upadkowi i władze ZSRR pod wodzą Gorbaczowa słabo protestowały przeciwko planom demontażu monumentu.
Ówczesny wojewoda krakowski miał już doświadczenie w dosyć dyplomatycznym pozbywaniu się pamiątek po Armii Czerwonej. To dzięki jego talentom mediacyjnym z okolic barbakanu usunięto mini cmentarzyk wojskowy, na którym pochowano grupę żołnierzy sowieckich, którzy zginęli w walkach o Kraków i których ekshumowano na cmentarz jeńców żołnierzy Armii Czerwonej zabitych lub zmarłych z wycieńczenia w Skotnikach.
W tamtej ekshumacji brali udział zarówno księża katoliccy jak i duchowni prawosławni. Z tym większą wprawą Majchrowskiemu udało się przeprowadzić zdemontowanie pomnika Koniewa bez większych awantur dyplomatycznych. W ramach łagodzenia konfliktu rzeźbę sowieckiego marszałka wysłano do sowieckiej miejscowości Kirow (do 1934 r. Wiatka), która z chęcią przyjęła i ustawiła u siebie na nowo monument dowódcy ukraińskiego. Tak wspomina to krakowski publicysta Roman Graczyk, wówczas nie było wokół usunięcia pomnika Koniewa żadnych kontrowersji”.
Zupełnie inna sytuacja była w Pradze, gdzie wskutek protestów rosyjskiej ambasady – bardzo podobny pomnik ku czci Koniewa, który wyzwalał także stolicę Czech udało się zdemontować dopiero w 2020 roku. Po pomniku Koniewa został jedynie dosyć duży, masywny cokół. Po agresji Rosji na Ukrainę – podstawa pomnika została wymalowana w narodowych ukraińskich niebiesko-żółtych barwach.
Piotr Semka
