Papież spotyka się z różnymi ludźmi. Niekiedy spotkania są dość egzotyczne. Do takich można zaliczyć rozmowę z patriarchą Aramem I, który reprezentuje część chrześcijan należących do Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Jak wskazuje jego nazwa, to wspólnota obecna głównie w Armenii, choć za sprawą diaspory Ormian obecna też w innych krajach. Nie utrzymują jedności z Rzymem, choć wyznają wiarę pierwszych soborów. Aram powiedział Leonowi, że potrzebny byłby dziś III Sobór Watykański, który miałby doprowadzić do zbliżenia pomiędzy Kościołem a światem prawosławia. Efektem mogłoby być ustalenie wspólnej daty Wielkanocy oraz przyjęcie wspólnego upamiętnienia męczenników. Pomysły ważne i ciekawe, ale powiedziałbym, że III Sobór Watykański jest dziś Kościołowi potrzebny z innego powodu, niż tylko dialog z prawosławiem. To przede wszystkim konieczność nadania współczesnemu katolicyzmowi bardziej zwartego, dogmatycznego charakteru.
Sobór Trydencki stworzył w XVII wieku wielki model życia katolickiego. Dokonał gruntownej reformy, wprowadzając nowe instytucje i struktury. Zajął się jednak również doktryną: w dobie herezji protestanckiej było to absolutnie konieczne, by ocalić istotę wiary Kościoła i wydobyć na wierzch to, co protestanci fałszowali. Dzieło Trydentu przetrwało kilkaset lat, chwiejąc się dopiero po rewolucji francuskiej, kiedy zakwestionowano obowiązujący w Europie model polityczny, intelektualny i duchowy. Odpowiedzią Kościoła na te niepokoje było zwołanie dwóch kolejnych soborów watykańskich. Trudno jednak zaprzeczyć, że nie dokonano na nich prawdziwej reformy. Vaticanum I zakończyło się przedwcześnie i stąd mogło podjąć tylko kilka wątków. Vaticanum II zrealizowano w bardzo specyficzny sposób, jako sobór nie dogmatyczny, a duszpasterski. Nie kwestionuję potrzeby odnowy duszpasterskiej, to oczywista konieczność – choć inna sprawa, czy to się II Soborowi Watykańskiemu w ogóle udało. Fakt, że na ostatnim soborze tylko w ograniczonym stopniu odniesiono się do doktryny, pozostaje jednak poważnym brakiem, który coraz pilniej domaga się wypełnienia.
Spór i ostra dyskusja to normalny element życia kościelnego. Obecnie dochodzimy jednak do jakichś granic tego, co normalne. Z jednej strony następuje eskalacja w relacjach z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X, co wiąże się z gruntownie odmienną oceną stanu Kościoła i sensu Tradycji. Z drugiej strony szerzą się herezje modernistyczne różnego autoramentu, nie tylko w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych, ale coraz częściej również w Polsce. Mówiąc krótko, Kościół jest pogrążony w bardzo poważnym i głębokim wewnętrznym kryzysie. Kryzys bywają ożywcze, ale pod warunkiem, że kiedyś się kończą. Ten koniec wydaje się coraz bardziej potrzebny, a sposobem na jego zadekretowanie mógłby być właśnie sobór powszechny.
Rzecz trudna i wymagająca – biskupów na świecie jest ponad 5000, niełatwo byłoby ich wspólnie zebrać, ale mimo wszystko to po prostu konieczne. Papież Franciszek próbował przestawić Kościół na tory synodalności, realizując dość mgławicową ideę „nieustannej soborowości” poprzez ciągłe synody i obrady synodalne. Widać, że do niczego to nie prowadzi. Nikt nie wie, jaki jest autorytet różnych synodalnych gremiów; trudno powiedzieć, jakimi rządzą się prawami i o czym w ogóle debatują. Kościół katolicki jest powszechny, a jego synodalizacja tę powszechność czyni gorzej widzialną. Potrzebujemy jedności, która zostanie oparta na jednoznacznych orzeczeniach doktrynalnych, popartych niekwestionowanym autorytetem – a to może dać tylko sobór.
Sobór jest w końcu zwykłym narzędziem życia Kościoła. Zależnie od epoki, używanym częściej albo rzadziej. Bywały jednak takie okresy, w których sobór następował tuż po poprzednim. Nic nie stoi na przeszkodzie, by sięgnąć do modelu częstszego organizowania soborów. Sądzę, że jeżeli Stolica Apostolska się na to nie zdecyduje, chaos może się tylko pogłębiać – a pogłębiony chaos łatwo przerodzi się w schizmy, to znaczy nieodwracalne rozbicie. Dlatego propozycję, którą Leonowi XIV przedstawił egzotyczny patriarcha, warto potraktować poważnie – nawet jeżeli samemu patriarsze chodziło o coś nieco innego.
