Ten obrazek przypomniał mi się, gdy oglądałem w telewizji obrazki z dotkniętego rakietowymi atakami Iranu, metropoliami Dubaju i Abu Dhabi. Oba te prężne ośrodki na półwyspie arabskim stworzyły oazy luksusu, które obsługiwały setki tysięcy robotników z Azji czy z innych krajów Bliskiego Wschodu. To tu duże firmy zachodnie umieszczały swoje centra.
Symbolicznym obrazkiem była zniszczona centrala Amazonaw Abu Dhabi, w której zniszczeniu uległy serwery z milionami baz danych. Infrastruktura chmurowa, traktowana dotąd jako najbezpieczniejszy, nienaruszalny zasób współczesnego biznesu, stała się celem ataku.
Złośliwi internauci wykreowali memy pokazujące setki tlenionych blondynek, przybyłych do kraju szejków, aby sprzedawać swe wdzięki, tłoczących się w panice do ewakuacyjnych samolotów.
Miejscowe porty lotnicze wywindowano do rangi gigantycznych centrów przesiadkowych w lotach między Europa i Azją. Władcy tych państw próbowali zadziwić świat ogromnymi wieżowcami. Takie nazwy jak Burdż Chalifa w Dubaju - wieżowiec o wysokości 828 metrów, czy nieco wyższy Jeddah Tower w Arabii Saudyjskiej, ekscytowały architektów na całym świecie. Także wielu Polaków uznawało Dubaj czy Abu Dhabi jako wspaniałe miejsce na wakacje.
I oto wystarczyło parę dni, w których na te oazy szczęścia zaczęły spadać rakiety, by cały ten świat zachwiał się w posadach. Arabskie emiraty korzystały po części z amerykańskiego parasola nuklearnego, a po części liczyły na odstraszający efekt armii saudyjskiej – jedynej realnej siły w okolicy. I ta „jazda na gapę” właśnie się skończyła.
Bogaci szejkowie mogą się dzisiaj zorientować, co oznacza zemsta w wykonaniu Iranu, rządzonego przez szyickich fanatyków. A tysiące europejskich rodzin koczuje na lotnisku w Bangkoku, bo ich loty przesiadkowe poprzez Dubaj czy Bahrajn zostały zawieszone. To kolejna lekcja, że taktyka rozbudowywania swojego bogactwa przy oszczędzaniu na własną obronę musi się wcześniej czy później źle skończyć. Warto by w bogatej, rozbawionej Warszawie ktoś pomyślał o tym przez chwilę.
