W wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” ks. Kobyliński został zapytany o głos polskich biskupów w debacie publicznej.

- „Dyżurnym argumentem wrogów Kościoła podnoszonym w Polsce przez dekady było oskarżenie, że ten miesza się w politykę. Obecnie Episkopat dość regularnie zajmuje stanowiska w kluczowych kwestiach politycznych. Niestety, często można odnieść wrażenie, że ten głos nie jest głosem broniącym polskiej racji stanu. Ów brak jednoznaczności może odstręczać wielu ludzi od Kościoła”

- zauważył red. Ryszard Gromadzki.

Duchowny zgodził się ze swoim rozmówcą.

- „Zdecydowanie tak. To budzi gniew wielu gorliwych katolików. Jest przynajmniej kilka spraw w tym obszarze, które wymagają wyjaśnienia. Na przykład to, w jaki sposób biskupi wplątali Kościół w politykę resetu z Rosją, realizowaną przez pierwszy rząd Donalda Tuska. Chodzi mi o słynny dokument, podpisany 17 sierpnia 2012 r. przez ówczesnego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, abp. Józefa Michalika, oraz patriarchę Moskwy i całej Rusi, Cyryla I. To był dość szokujący dokument mówiący o pojednaniu polsko-rosyjskim”

- stwierdził.

Przypomniał, że wówczas „jedynym bohaterskim księdzem, który się publicznie przeciwstawił decyzji biskupów, był ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który nie odczytał tego listu w swojej parafii ormiańskokatolickiej z siedzibą w Gliwicach”.

- „Dla mnie ten dokument był wielkim szokiem. Nie musiałem go czytać, bo nie jestem wikariuszem czy proboszczem. Nie wiadomo, jak doszło do przygotowania tego dokumentu. Ni grzmiało, ni błyskało, a tu nagle ludzie z ambon w całej Polsce usłyszeli, że doszło do pojednania z putinowską Rosją. Co więcej, w cerkwiach w Rosji ten dokument nie był odczytany, nie zauważyły go też tamtejsze media. Mieliśmy więc całkowicie jednostronny reset z udziałem polskiego Kościoła”

- podkreślił.

Filozof zaznaczył, że katolicy mają prawo wiedzieć, w jakich okolicznościach powstał ten dokument. Po latach wciąż otwartym pozostaje pytanie o to, czy był on jedynie wyrazem naiwności, czy jednak jakiś wpływ miała na niego również rosyjska agentura.

- „Podobnie ma się sprawa z Orędziem Przebaczenia i Pojednania z 7 lipca 2023 r., ogłoszonym w 80. rocznicę rzezi wołyńskiej. Zostało ono podpisane przez ówczesnego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego i zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego abp. Światosława Szewczuka. Przed ogłoszeniem tego dokumentu nie było w Polsce na ten temat żadnej merytorycznej dyskusji. Rodzinom kresowym wypędzonym z Wołynia nikt nie powiedział, kiedy ponad 100 tys. ich krewnych, bestialsko zamordowanych, zostanie ekshumowanych z dołów śmierci i godnie pochowanych. Nikt nie wspomniał o rosnącej w siłę wśród Ukraińców ideologii banderyzmu”

- powiedział ks. Kobyliński.

Również wtedy głośno protestował jedynie śp. ks. Isakowicz-Zaleski, który wówczas już zmagał się z nowotworem.

- „Czy naszych biskupów interesuje to, jakiej historii uczą się klerycy w czterech dużych seminariach greckokatolickich na Ukrainie? Czy polscy biskupi rozmawiają na temat ideologii banderyzmu z biskupami greckokatolickimi?”

- pyta rozmówca „Do Rzeczy”.

Ks. Kobyliński podzielił się wrażeniem, że „polski Episkopat kieruje się swoiście pojętym imperatywem pojednania ze wszystkimi, którzy dopuścili się zbrodni i prześladowań Polaków, szczególnie w czasie drugiej wojny światowej”.

- „Tyle że ta skłonność do pojednania nie jest podzielana przez tych, którym nasi biskupi przebaczają i [których] proszą o przebaczenie. Przychodzi mi na myśl apel ogłoszony przez Zespół Episkopatu Polski do spraw Kontaktów z Konferencją Episkopatu Niemiec z 8 września 2017 r., kiedy ówczesny rząd PiS podjął sprawę reparacji wojennych od Niemiec. Ten apel został powszechnie odczytany jako sprzeciw biskupów Kościoła katolickiego w Polsce wobec podejmowania przez nasz rząd tematu reparacji wojennych od Niemiec”

- zauważył.