Dziennikarz zwraca uwagę na kumulację kryzysów, które dotykają Rosję w ostatnich miesiącach. Pierwszym jest kryzysów gospodarczy.
- „Jest w Rosji takie porzekadło, że rewolucji nie będzie tak długo, jak telewizor będzie ważniejszy od lodówki. Dziś lodówki Rosjan zaczęły świecić pustkami, a to oznacza, że płynące z telewizora opowieści o nieustannych zwycięstwach rosyjskich wojsk na Ukrainie irytują, a nie budują narodowego ducha. Stan gospodarki jest zły, a być może nawet fatalny. Budżety federalny i regionalne kurczą się błyskawicznie. Inflacja zjada zyski ze sprzedaży ropy i gazu, pauperyzuje społeczeństwo, a fala bankructw wręcz morduje sektor prywatny. Gospodarka funkcjonuje w zasadzie tylko dzięki przemysłowi zbrojeniowemu. Deficyt rośnie, rezerwy złota się kurczą, a wojna domaga się pieniędzy więcej i więcej. Spirala się rozkręciła - zapaść jest nieunikniona. Pytanie brzmi - jak głęboka ona będzie”
- zauważa.
Rosjanie nie odnoszą też znaczących sukcesów na froncie. Ukraina, jak zauważa autor, cieszy się przy tym przewagą technologiczną, a Rosjanie tracą więcej żołnierzy niż są w stanie mobilizować. Tymczasem wojna nie toczy się już tylko na Ukrainie, ale doświadczają jej mieszkańcy rosyjskich prowincji.
- „Za sprawą ataków na rafinerie i inne obiekty krytyczne, Ukraińcy nie tylko skutecznie uderzają w zyski z eksportu ropy, to jeszcze sprytnie przenieśli wojnę wprost na rosyjskie podwórka. Zwykli Rosjanie odczuwają już nie tylko braki na stacjach benzynowych, ale coraz częściej doświadczają wycia syren i lęku przed nadlatującymi dronami. To w połączeniu z rosnącą biedą może doprowadzić do wybuchu niezadowolenia - nie tylko na ulicach Moskwy czy Petersburga, ale także na prowincji. Gdyby to się stało, władza zachwieje się w posadach”
- pisze Rzeszotek.
Dalej autor zwraca uwagę na coraz słabszą pozycję Kremla na arenie międzynarodowej.
- „Z jego orbity wpływów zniknęła najpierw Syria, później Wenezuela, a wkrótce ich los zapewne podzieli Kuba. Na planszy został wprawdzie Iran, który nie uległ amerykańsko-izraelskiej presji, jednak jego zdolności zostały radykalnie zmniejszone. Ostatnim sojusznikiem jest dziś Korea Północna, bo coraz trudniej nazywać nim Chiny, które wykorzystały wojnę w Ukrainie do uczynienia z Rosji junior-partnera, z czego rosyjskie elity doskonale zdają sobie sprawę. Jedynym promykiem nadzieli dla Władimira Putina pozostaje Donald Trump, który swoją chaotyczną polityką i postępującą degrengoladą intelektualną kreuje korzystne dla Kremla incydenty”
- podkreśla.
Na koniec dziennikarz wskazuje na coraz bardziej otwartą, publiczną krytykę Putina w Rosji.
- „Choć wiele wskazuje na to, że radykalny zwrot nadchodzi, nie znaczy to, że faktycznie do niego dojdzie. Dziś Rosja ma tylko dwie drogi - pozostać w wojnie lub ją zakończyć. To drugie wyjście póki co dla władzy wydaje się być bardziej ryzykowne. A to prowadzi do wniosku, że Władimir Putin trwać będzie przy swojej wizji Wielkiej Rosji do samego końca. Swojego lub jej”
- podsumowuje.
