Analitycy Institute for the Study of War wskazują, że liczba ataków na rosyjskie zaplecze w odległości od 50 do 250 kilometrów wzrosła aż czterokrotnie. Celem nie jest już głównie bezpośrednia konfrontacja z piechotą, lecz paraliż systemu dowodzenia, logistyki i obrony przeciwnika.
Nowa taktyka koncentruje się na uderzeniach w kluczowe elementy rosyjskiej infrastruktury wojskowej: stanowiska artylerii, systemy obrony powietrznej, radary oraz centra dowodzenia. Efekt? Rosyjskie działania ofensywne tracą spójność. „Dzięki tej taktyce Rosjanom o wiele trudniej jest przygotować skoordynowane ataki” – oceniają eksperci.
Szczególną rolę odgrywają drony krótkiego i średniego zasięgu, takie jak nowe konstrukcje FP-2. Choć ich zasięg został ograniczony do około 200 kilometrów, zwiększono siłę rażenia – głowice bojowe są wyraźnie cięższe niż w poprzednich wersjach. To pozwala skuteczniej niszczyć kluczowe elementy obrony przeciwnika, torując drogę kolejnym uderzeniom.
Zmiana ma również wymiar ekonomiczny. Wykorzystanie systemów takich jak HIMARS jest kosztowne, a liczba dostępnych rakiet ograniczona. Tymczasem produkcja dronów rozwija się dynamicznie, co daje Ukrainie większą elastyczność i możliwość prowadzenia ciągłych ataków.
Nowa strategia przynosi już pierwsze efekty. W miejscach, gdzie rosyjska obrona zostaje osłabiona, ukraińskie oddziały podejmują lokalne kontrataki, odzyskując utracone pozycje. To pokazuje, że wojna coraz bardziej przenosi się z bezpośredniego starcia na poziom technologii, logistyki i precyzyjnego uderzenia.
