Minister zdrowia nie ukrywa, że sytuacja finansowa NFZ jest napięta, mimo rekordowego budżetu. „Konieczne są korekty w finansowaniu leczenia” – przyznała w rozmowie z PAP. Wskazała przy tym na wyraźny paradoks: jeszcze kilka lat temu przekroczenie poziomu 100 mld zł było powodem do optymizmu, dziś – przy budżecie sięgającym 221 mld zł – nadal brakuje środków na pełne pokrycie potrzeb systemu.
Najbardziej odczuwalna zmiana dotyczy badań wykonywanych ponad limity kontraktowe. Od 1 kwietnia NFZ pokrywa jedynie część ich kosztów – 60 proc. w przypadku gastroskopii i kolonoskopii oraz 50 proc. dla rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej. Jeszcze niedawno świadczenia te były finansowane w całości. To oznacza, że placówki medyczne będą musiały same pokrywać część wydatków albo ograniczać dostępność badań.
Resort zdrowia argumentuje, że zmiany mają uporządkować system i skierować środki tam, gdzie są najbardziej potrzebne. „Rozmawiamy z wieloma środowiskami, aby te środki przeznaczać faktycznie na leczenie pacjentów” – powiedziała minister.
Jednak środowisko medyczne patrzy na te decyzje znacznie bardziej krytycznie. Jakub Kosikowski nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z powrotem do ograniczeń, które w przeszłości prowadziły do wydłużania kolejek. „To powrót do limitów na badania diagnostyczne” – ocenił, wskazując, że redukcja finansowania została wprowadzona mimo sprzeciwu lekarzy.
Z perspektywy placówek medycznych problem jest czysto ekonomiczny. Finansowanie na poziomie nawet 50 proc. oznacza realne straty przy realizacji świadczeń ponad limit. W praktyce może to doprowadzić do sytuacji, w której szpitale i poradnie przestaną wykonywać dodatkowe badania, bo zwyczajnie nie będzie ich na to stać.
Efekt? Pacjenci już w najbliższych miesiącach mogą odczuć konsekwencje w postaci odwoływanych wizyt, wydłużających się kolejek i rosnącej presji na leczenie prywatne. Coraz częściej wybór może wyglądać brutalnie: szybka diagnostyka za własne pieniądze albo wielomiesięczne oczekiwanie w systemie publicznym.
NFZ próbuje przekonywać, że obecne działania to „mniejsze zło” i próba opanowania rosnących kosztów systemu. Jednak w opinii wielu lekarzy i ekspertów to rozwiązanie doraźne, które nie rozwiązuje strukturalnych problemów ochrony zdrowia, a jedynie przenosi ich ciężar na pacjentów.
