„Wcielenie największej ciapy na podwórku”? Ostry wpis Terlikowskim
Tygodnik Do Rzeczy poświęcił okładkę Tomaszowi Terlikowskiemu, a wraz z nią powróciła debata o „ewolucji” jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich publicystów. Szczególnie mocny głos w tej sprawie zabrał na Facebooku Dominik Wójcik, który opublikował bezpardonowy komentarz pod adresem Terlikowskiego.
Autor wpisu nie koncentruje się jednak na poglądach Terlikowskiego, lecz na jego postawie. Pisze, że publicysta jest „idealnym, laboratoryjnie czystym przykładem charakterologicznego tchórza i słabiaka”. W ocenie Wójcika przemiana Terlikowskiego nie wynikała z pogłębionej refleksji, lecz z potrzeby społecznej akceptacji i uznania nowych środowisk.
Najbardziej zapamiętanym fragmentem wpisu jest rozbudowana metafora podwórka. Autor porównuje Terlikowskiego do osoby, która porzuca dawnych znajomych, by zyskać uznanie nowych. „Gość jest wcieleniem największej ciapy na podwórku, z której dzieci z sąsiednich podwórek (...) po prostu się nabijają” – napisał Wójcik.
W dalszej części tekstu krytyka staje się jeszcze ostrzejsza. Według autora dawni sojusznicy publicysty byli wobec niego szczerzy, podczas gdy nowi traktują go instrumentalnie. „A on myśli, że ma nowych kumpli, bo się razem fajnie śmieją. A śmieją się tylko dlatego, bo mu spodnie z jego dupy zdjęli. A on razem z nimi, choć to jego goły tyłek” – czytamy.
Niezależnie od emocjonalnego języka, komentarz dotyka szerszego zjawiska obecnego w mediach i polityce. Chodzi o pytanie, czy publiczne zmiany poglądów są wynikiem rzeczywistej ewolucji przekonań, czy też próbą dostosowania się do dominujących trendów i oczekiwań otoczenia. W przypadku Terlikowskiego spór ten trwa od lat i regularnie powraca przy okazji jego kolejnych publikacji oraz wystąpień medialnych.
Przy tej okazji warto też przypomnieć bardziej praktyczny wymiar problemu. Zdaniem niektórych publicystów konsekwencją wypowiedzi Terlikowskiego może być wprowadzanie opinii publicznej w błąd w sprawach wymagających specjalistycznej wiedzy. Jako przykład podaje się głośną przed kilkoma laty sprawę pana Sławka z Wielkiej Brytanii. W trakcie tamtej debaty Terlikowski publicznie powielał tezę o śmierci mózgu pacjenta, usprawiedliwiając doprowadzenie przez tamtejszą „służbę zdrowia” do śmieci Polaka. Tymczasem prof. Wojciech Maksymowicz, neurochirurg i były minister zdrowia, w rozmowie z Frondą stanowczo zakwestionował takie twierdzenia, wskazując, że nie było podstaw do rozpoznania śmierci mózgu. Dla krytyków publicysty był to przykład sytuacji, w której medialne komentarze wyprzedziły rzetelną ocenę specjalistów.
Spór wokół Tomasza Terlikowskiego już od dawna nie dotyczy wyłącznie jego osoby. Stał się częścią szerszej dyskusji o wiarygodności komentatorów życia publicznego, odpowiedzialności za słowo oraz granicach publicystycznych interpretacji w sprawach mających poważne konsekwencje społeczne i etyczne.
