Wildstein zwraca się za pośrednictwem Facebooka do celebrytów, aby poinformować ich o „krwi, okrucieństwie, podłości i czystym złu”  – o wydarzeniach w zarządzanej przez Rafała Trzaskowskiego Warszawie, gdzie w ostatnim czasie dochodzi o odstrzału dzików.

- „Wiem, po prostu nie zauważyliście. Jakoś zajęci byliście. Bo inaczej znaczyłoby to, że nie jesteście żadnymi przejętymi wrażliwcami, tylko bandą żałosnych konformistów, śliniących się do Tuska, tchórzy, którzy wiedzą dokładnie, kiedy zamknąć gęby, pozbawionymi jakichkolwiek wartości hipokrytami, zabierającymi głos tylko, gdy myślą, że dostaną za to konfitury. A przecież to niemożliwe? Więc co, pomożemy naszym mało rozgarniętym celebrytom, żeby te informacje do nich doszły”

- pisze publicysta.

- „Dobra, żarty na bok, wszyscy wiemy, kim są ci ludzie i jaki poziom reprezentują. I ja nawet nie mam do nich specjalnej pretensji, celebryta jest od tego, żeby zarabiać kasę i tym się głównie zajmuję. Ale władza robiąca z nich autorytety? Media robiące z nich mędrców? To już inna bajka”

- dodaje.

Zauważa, że podobna hipokryzja ma miejsce w przypadku nielegalnych migrantów.

- „(…) powiedzcie mi, jak sprzedaną trzeba być szują, poza tym, że trzeba pracować w GW, żeby jednego dnia wyć o ludobójstwie na granicy a drugiego zachwycać się twardym szeryfem Tuskiem, który broni nas własną piersią przed migrantami? Nie ma większego upadku”

- podkreśla.

Konkludując, autor wskazuje na nowy rodzaj „Homo Sovieticusa”.

- „Ale to, co prezentuje ta władza i jej fanatycy i jej media i jej autorytety? Ten dzieciny, histeryczny, niebywale agresywny populizm, brak jakichkolwiek idei, grama poglądów, wsparty sprzedaniem mediów i celebrytów? To już po prostu urąga i przyzwoitości i inteligencji i czemukolwiek. Pasożytuje na najgorszych ludzkich cechach i kompleksach… tworzy polską wersję śliskiego, cwaniackiego homo sovieticusa, tylko w wersji uśmiechniętej”

- stwierdza.